wtorek, 28 czerwca 2016

Rozdział 34. "Próba Druga"

To jest to, pomyślała. Jeszcze... Tylko... Muszę...
Wysunęła ramię tak wysoko jak tylko była wstanie i chwyciła się pierwszego lepszego kamienia.
Gdy tylko spróbowała się za jego pomocą podciągnąć w górę, ten praktycznie od razu oderwał się od ściany a dziewczyna zawisła na lewej dłoni, plecami do skarpy, tusz nad spowitą mgłą przepaścią.
- Cholera!
Wolną dłonią zasłoniła oczy przed pyłem i drobnymi kamykami które obruszyła.
To przestało już przypominać misję ratunkową, teraz ona sama jest w niezłych tarapatach w które zasadniczo sama z własnej woli się wpakowała. Czego to się nie robi dla przyjaciół, pomyślała. Odsłoniwszy spowrotem twarz szybko oceniła sytuację, jeszcze wisi więc nie jest źle.
Zadarła głowę do góry by rozeznać się w terenie. Otwór po kamieniu którego wcześniej starała się uchwycić wyglądał dużo solidniej niż to co było w nim osadzone. Wsunęła prawą dłoń za siebie i za jej pomocą odepchnęła się od ściany dzięki czemu mogła spowrotem skierować się twarzą to skarpy. Gdy tylko to uczyniła, natychmiast chwyciła miejsce w którym tkwił kamień. To był ostatni etap, teraz już było dużo łatwiej, ostatni chwyt i podźwignięcie swego ciężaru na ścieżkę.
- Wreszcie...
Ścieżka mierzyła w najszerszym punkcie około pół metra, niezbyt wiele ale wystarczyło aby Kimiko mogła usiąść i oprzeć się o górę za sobą. W końcu się udało... Co prawda o mało nie zginęła ale udało się. Oparła głowę o skarpę i korzystając z chwili popatrzyła w coś co w realnym świecie mogłoby uchodzić za niebo. Z tym wyjątkiem że to na które właśnie spoglądała nie było niebieskie, otulone chmurami między którymi czasem można było dostrzec przelatujące ptaki. To w istocie było barwy Karmazynowej, przyprawiające o dreszcze a jedyne źródło światła co ciekawe, było emitowane przez geste, popielatej barwy chmury które w znacznej części spowijały niebo. Cały krajobraz poniżej linii szczytu spowity był przez bardzo gęstą mgłę która niczym biała płachta skrywała pod sobą całą równinę a jedynie najwyższe konary obumarłych drzew przebijały się przez nią. Nie jest to gościnne miejsce i Kimiko już bardzo dobrze to odczuła na sobie. Za chwilę musi ruszać dalej i kontynuować misję.
Postanowiła jeszcze na krótką chwile przymknąć oczy i spróbować uzyskać skupienie absolutne które bardzo by się jej teraz przydało. Gdy tylko je zamknęła postanowiła wyrównać oddech, wdech i wydech. Pełną piersią zaczerpnąć górskiego powietrza i oczyścić umysł, dostrzec w nim to czego nie widać, wsł...
Ni stąd ni zowąd Dziewczyna poczuła dziwne mrowienie którego epicentrum mieściło się w prawej tylnej kieszeni spodni. Najpierw otworzyła lewe oko, zacisnęła zęby - Skup się...
mrowienie nie ustawało ale Kimiko to ignorowała:
- ignorowała, ignoruj, zignoruj! Nosz kur...
Nie wytrzymując dłużej tego otworzyła oczy:
- Co za idiota właśnie teraz mi przeszkadza!
Sięgnęła do kieszeni z której dobiegały wibracje. Z jej wnętrza Wojowniczka wyjęła różową komórkę z klapką:
- Chwila... to tu w ogóle jest zasięg?
Szybkim ruchem otworzyła ją dzięki czemu brzęczenie umilkło. Na ekranie została wyświetlona słuchawka z podpisem (Masz 1 nie odebrane połączenie) Dziewczyna nic z tego nie rozumiała. W ogóle to tu jest zasięg? Pomyślała po czym wcisnęła środkowy przycisk:
- Keiko? Co ona chce, nie mam czasu...
Szybkim ruchem wybrała numer i nacisnęła zieloną słuchawkę po czym przyłożyła urządzenie do ucha:
- Moshi, moshi... Halo? Kimiko, tak wiem ale nie miałam kiedy (...) No co ty?! Ale jak to? I legalnie razem go wzięli? I nie zaprosili go? Hahaha to ma pecha! Co robię? A nic... Wspinam się po górach, robię za niańkę, ratuję świat przed 1500 latami ciemności i takie tam... No wiesz normalka. Aha... Mhm... Nie no jasna sprawa ale na te święta raczej nie dam rady wpaść... Słuchaj coś... Słabo cię słyszę... Przer... Halo? Kei... Halo?!
No i pięknie... Tak jak Keiko tak i moje skupienie po~szło...
Dziewczyna zamknęła telefon i już miała go schować spowrotem do kieszeni kiedy to ten wyślizgnął się dziewczynie z dłoni niczym mydło podczas kąpieli. 1 raz... 2 raz chwyciła go lecz ten i tak przewinął się pomiędzy palcami i runął w przepaść. Kimiko wychyliła się do przodu i z niedowierzaniem patrzyła jak ukochane urządzenie znika we mgle na dole.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Rozdział 33.

Pierwsza myśl jaka się jej nasunęła to wykorzystanie tych pnączy jako liny co ułatwiło by jej zadanie. Jednakże nie miała pewności czy ta wytrzyma wystarczająco długo pod jej obciążeniem, więc zdawało się to być ryzykownym posunięciem. Z drugiej strony nie miała zbytnio innego wyjścia. Skała wokół niej nie wyglądała na solidną więc to także nie byłoby najlepszym pomysłem. Dlatego postanowiła jednak wykorzystać korzeń i wspiąć się po nim tak wysoko na ile to będzie możliwe. Ostrożnie stawiała kolejne kroki, mozolnie posuwając się naprzód. Po około trzydziestu minutach dotarła do miejsca gdzie korzeń wrastał w skałę i znikał wewnątrz niej. Zapewne to właśnie tutaj roślina napotkała opór, uniemożliwiając dalsze wypruwanie się i ocaliła Kimiko przed niechybnym losem. Jednak Dziewczyna nie mogła się teraz zatrzymać i kontemplować nad nim, miała jeszcze kilkanaście metrów mozolnej wspinaczki bez jakichkolwiek zabezpieczeń a czas nieubłaganie leciał. Teraz pozostawiwszy za sobą w miarę bezpieczne pnącza a także nie mając pewnego punktu zaczepienia musiała uważnie stawiać kroki by nie zakończyć swej wspinaczki na dole jako mokra plama. Nie lada wyczynem jest wspinać się po górze a już na pewno bez sprzętu wspinaczkowego dlatego Dziewczyna starała się obierać trasę która wydawała się być najbezpieczniejsza. Nie było łatwo lecz po kolejnych kilku minutach dotarła do miejsca z którego spadła. Po półce na którą wcześniej skakała pozostało jedynie niewielkie wgłębienie w skale. Gdyby wtedy bardziej uważała, zaoszczędziła by sobie naprawdę wiele trudu by tu wrócić. Kilka metrów wyżej biegła wąska ścieżka biegnąca po całej szerokości zbocza. Kimiko musiała dostać się na nią aby móc ruszyć dalej i kontynuować swą misję.

sobota, 5 grudnia 2015

Rozdział 32.

Nie miała żadnego pomysłu, żadnej drogi ucieczki, wszystko działo się tak szybko. Krzyk był jedynym co jej w tamtej chwili pozostało. Wydawało się że nic tego nie zatrzyma i że jej los został już przypieczętowany gdy nagle nastąpiło gwałtowne szarpnięcie do góry. Korzeń napiął się niczym struna. Zaskoczona Wojowniczka nie była w stanie przeciwstawić się prawom fizyki i utrzymać liany w dłoniach. Patrzyła jak oddala się od ściany, jak po chwili góra zamienia się miejscem z dołem. Zszokowana nie mogła z siebie wydusić żadnego dźwięku. kilka sekund później dziewczyna  poczuła kolejne, równie silne szarpnięcie lecz tym razem było ono ukierunkowane na jej lewą stopę. Świat w okół Smoka Ognia zaczął wirować we wszystkie kierunki. Przerażona i nieświadoma tego co się z nią dzieje krzyczała na całe gardło. Miała przeczucie że to koniec, że zaraz rozbije się o ziemię i stanie na przeciw stwórcy. To jednak nie nadchodziło, gdy wszystko ucichło a dziwne kołysanie osłabło Kimiko ostrożnie otworzyła oczy. Ręce bezwładnie wisiały jej nad głową co mogło znaczyć że nie runęła na ziemię a wciąż wisi w powietrzu. Ale dlaczego ma dłonie nad głową? Musiało minąć kilka minut nim Kimiko zdała sobie sprawę z tego w jakim jest położeniu i że zwisa nad urwiskiem głową w dół. Ale jak to się stało? Przecież nie potrafi latać ani nic w tym rodzaju. Z trudem uniosła głowę do góry by zobaczyć co ją ocaliło. Ku zdziwieniu okazało się iż jej lewa stopa zaplątała się w sfatygowany korzeń. Oceniwszy zgrubsza swą sytuację postanowiła czym prędzej podciągnąć się na uwięzionej kończynie a tym samym chwycić dłońmi roślinę i wydostać stopę z uścisku. Cieszyła się z tego że żyje i że będzie mogła przez to dokopać Brazylijczykowi lecz w takiej pozycji w jakiej się znajdowała  trudno było jej zebrać myśli dlatego też starała się nie okazywać emocji i jak najszybciej uwolnić kończynę. Gdy tylko to uczyniła skierowała wzrok do góry, musiała obmyśleć jakiś sensowny plan wspinaczki ażeby dostać się na górę.

niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 31. Cz. 14.

Teraz Kimiko nie mogła popełnić błędu, musiała perfekcyjnie trafić w skalny występ. Od momentu gdy puściła gałąź i wyskoczyła w powietrze miała wrażenie jakby świat zaczął zwalniać a jej skok trwał nie ułamek sekundy a znacznie dłużej. To było dosyć dziwne lecz niebieskooka wolała skupić się na swoim zadaniu. Była pewna swoich możliwości a determinacja związana z dostaniem się na szczyt tylko dodawała siły. Smok Ognia musiała za wszelką cenę tam wejść i znaleźć przywódcę. Plan był prosty, dostać się na szczyt i znaleźć drogę do wnętrza góry. Reszta zdawała się być oczywista choć jak to z planami zwykle bywa, nie zawsze idą po myśli. Gdy tylko opadła na półkę chciała złapać parę wdechów po wcześniejszych akrobacjach. Nim jednak zdążyła cokolwiek zrobić półka na której stała nagle odłupała się i pociągnęła ją za sobą w dół zbocza. Zszokowana i zdezorientowana nie mogła zebrać myśli do kupy, zresztą kto w takiej chwili byłby w stanie trzeźwo myśleć? Z każdą sekundą nabierała prędkości, desperacko starała się chwycić jakiegoś kamienia czy zaczepić palcami o szczelinę w skale. Niestety działo się to zbyt szybko i każda próba była opóźniona albo kończyła się porażką. Nic nie było w stanie zatrzymać spadającej wojowniczki, coraz szybciej sunęła po zboczu w przepaść, wznosząc za sobą spore ilości skalnego pyłu. Mimo to Kimiko nie dawała za wygraną, nie raz potrafiła sobie poradzić ze znacznie większymi zagrożeniami. Kilka metrów pod sobą dostrzegła korzeń wyrastający ze szczeliny w skale, który można by powiedzieć że aż prosił się o chwycenie go. Ratunek dzięki kawałkowi uschniętej rośliny zdawał się być znikomy, lecz w takiej sytuacji każdy pomysł mógł się okazać tym właściwym. Nie było czasu na zastanawianie się czy to się uda czy też nie. Gdy tylko nadarzyła się okazja Dziewczyna chwyciła wysuszony korzeń. Ten jednak nie był w stanie przezwyciężyć ciężaru rozpędzonej wojowniczki, obumarłe pnącza które tkwiły w zwietrzałej skale nie miały żadnych szans na pozostanie na swym miejscu. Kimiko patrzyła jak roślina wypruwa się ze szczelin a szansa na ocalenie maleje z sekundy na sekundę. Nic nie mogła na to poradzić, nie taki był plan, nie tak to powinno się skończyć.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 30. Cz. 13.

Przed ostatecznym ciosem dziewczyna ocknęła się z przeraźliwym krzykiem. Zalana zimnym potem szybko usiadła. Co się stało? Gdzie jest? Nerwowo zaczęła szukać po okolicy ewentualnego zagrożenia. W pośpiechu lustrowała dłonie i twarz szukając dowodu że to nie był sen. Ku jej zdziwieniu na całym ciele nie nie było żadnych otarć ani zadrapań, Nawet kostka którą niby skręciła wydawała się być nienaruszona i w pełni sił. To wszystko stawało się dla niej coraz dziwniejsze.
- Przecież sobie tego nie wymyśliłam (Złapała się za głowę)
Nagle poczuła czyjąś dłoń na lewym ramieniu. Serce znów przyspieszyło swe bicie, dając tym samym kolejny zastrzyk adrenaliny. W przerażeniu chwyciła to coś i odrzuciła przed siebie. Bez zastanowienia wstała i przywołała swój żywioł, niczym rozwścieczona bestia chłonęła wzrokiem krzewy w które upadło to coś. Nie miała pojęcia z czym ma do czynienia. Czy to znów jakieś złudzenie? Coraz intensywniej skupiała wzrok na miejscu w którym poruszały się liście. Po chwili usłyszała czyjeś słowa:
- Jeśli w ten sposób traktujesz wszystkich swoich znajomych to ja im współczuje...
Ku jej zdziwieniu z owego miejsca wyłonił mały chłopczyk o ciemnozielonych oczach, trzymający w prawej dłoni małego misia. Na to zaskoczona i zdezorientowana dziewczyna nie mogła znaleźć odpowiedniego słowa:
- Jaa...
Odwoławszy swą moc spuściła wzrok ku ziemi:
- To jest jakieś chore!
Malca zdziwiło zachowanie wojowniczki:
- Wszystko w porządku?
Kimiko złapała się za głowę i lekko nią potrząsnęła starając się poukładać ten bałagan myśli:
- Nic nie jest w porządku...
W między czasie chłopiec podszedł do ledwo stojącej Japonki i pomógł jej dostać się w pobliże zamkniętej bramy, prowadzącej do wnętrza góry. Usiadł on obok niej i oparł się o skalną ścianę:
- Leżałaś nieprzytomna przez dłuższy czas... Próbowałem cię jakoś obudzić ale bez skutku. Nie wyglądasz najlepiej...
Smok Ognia wolała małemu nic nie wspominać o uciążliwych omdleniach i dziwnych snach czy może raczej wizjach towarzyszących im. Czuła że starają się one zamącić jej w głowie.
Czyżby sprawka tego demona? Bądź co bądź jak na razie jest to jedyne co przychodziło jej na myśl. Ale skąd on wiedziałby że ona tu jest? Skoro jeszcze ani razu nie stanęła naprzeciw niego? Nawet nie ma pojęcia jak on wygląda. Jest duchem? Zwykłą chmurą czy może jednak posiada jakiś bardziej przyziemny wygląd?
W między czasie mały Rai z  nietęgą miną spoglądał  na zamknięte wejście:
- To co teraz? Wrót od zewnątrz nie da się otworzyć, próbowałem ale to nic nie dało.
Dziewczyna pomału dochodziła do siebie, wciąż jednak trzymała dłonie na twarzy:
- Guzik mnie to obchodzi, przyjaciół się nie zostawia samych sobie.
Kimiko była tym sfrustrowana, wszystko co na samym początku wydawało się być takie proste wcale takie nie było. I co teraz powinna zrobić? Ją i przywódcę dzieli kilkumetrowej grubości lita skała w której wykuwanie przejścia trwała by latami. To nie możliwe (Pomyślała).
To nie mogła być jedyna droga do środka, musi być inny sposób dostania się tam. Niestety nie potrafiła takiego sposobu dostrzec.
Chcąc dać upust złości zrodzonej z niemożności dotarcia do Brazylijczyka uderzyła pięścią w ścianę za sobą. To zaskutkowało usypaniem się drobnych kamyków ze skarpy nad nią. Nie chcąc zostać uderzona przez spadający odruchowo chwyciła małego i szarpnęła za sobą odsuwając się z niebezpiecznego miejsca. Na to malec rzucił w stronę dziewczyny posępne spojrzenie:
- Wiesz... Odkąd tu jesteś zauważyłem że przesadzasz z używaniem siły (z pretensją w głosie).
Tymczasem Kimiko wytrzepywała pył ze swych kruczoczarnych włosów. Nie spodziewała się że siedzenie pod ścianą może być tak niebezpieczne. Prawdę mówiąc była z lekka zaskoczona iż drobne uderzenie w skałę mogło spowodować tak gwałtowne osunięcie się lawiny kamieni. Skierowawszy wzrok na miejsce z którego pojawiło się zagrożenie spostrzegła coś co nie pasowało do skalistego krajobrazu.
Czarna, pół okrągła plama a raczej wnęka w skale, która posiadała cechy wydrążonej przez człowiek jaskini prowadzącej gdzieś do wnętrza góry. Przykładając lewą dłoń do czoła dokładniej zaczęła lustrować tamtą szczelinę, jednocześnie odpowiadając małemu:
- Są też tego pozytywne skutki...
Wskazała palcem na ową wnękę po czym jeszcze mocniej skupiła na niej wzrok.
Lecz pytanie nasuwało się jedno. Jak u diabła można się tam dostać? Przecież to dobre paręnaście metrów nad ziemią. Po krótkim rozpoznaniu po okolicy i na to znalazł się sposób. Po drugiej stronie ścieżki prowadzącej pod wrota znajdował się uschnięty pień, prawdopodobnie pozostałość po ogromnej roślinie która kiedyś mogła mieć nawet kilkadziesiąt metrów. Dowodem na jej wielkość zostały drobne szczeliny we wzgórzu które mogły zostać po konarach które otulały tę stronę góry, lecz teraz pozostał po nim już tylko suchy pień. Mimo to Smok Ognia miała pewien plan, nie co ryzykowny ale postanowiła go podjąć.
Tusz za nią z dużym zaciekawieniem podążał Rai, ciekawiło go co dziewczyna chce zrobić:
- Chyba nie myślisz tam wejść po tym? Jest wiele innych prostszych sposobów na skręcenie karku niż upadek z wysokości...
Japonka miała gdzieś słowa zielonookiego, musi choć spróbować tam dotrzeć:
- Nic mi nie będzie, poradzę sobie.Jej słowa nie do końca przekonały małego, lecz cóż on mógł zrobić by ją zatrzymać? Patrzył jak Smok Ognia zbliża się do uschniętego drzewa:
- Co zrobisz jak już go znajdziesz?
Kimiko podeszła do obumarłej rośliny: - Zgotuje mu tam takie piekło że sam będzie chciał się opamiętać...
Spojrzała na wysoko ułożone konary:
- Zaczekaj!
Jak na zawołanie popatrzyła na chłopca, on zaś podszedł do niej:
- Weź go ze sobą (wysunął przed siebie pluszową zabawkę)
Dziewczyna popatrzyła na malca ze zdziwieniem:
- Po co mi on? Będzie mnie tylko spowalniał...
Mimo słów niechęci mały nie rezygnował, przeciągle patrzył w oczy dziewczyny. Niewinne spojrzenie malutkich, zielonych oczu nie długo musiało przekonywać Wojowniczki jakoś nie mogła na to spojrzenie odmówić:
- Dobra, wygrałeś...
Wziąwszy rozbieg wbiegła nieco po pionowej ścianie na wysokość półtora metra, następnie odbiła się od niej do tyłu i wskoczyła na gałąź owego drzewa znajdującego się tusz za nią. Obróciwszy się spowrotem w kierunku ściany rozbujała się na konarze po czym skoczyła w stronę ściany by po zetknięciu się z nią, ponownie odskoczyć na nieco wyższą gałąź niż przedtem. Ponawiając te ruchy jeszcze kilka razy w końcu dotarła na ostatnią w miarę solidną gałąź. Patrząc w kierunku skarpy dostrzegła niewielką, skalną półkę lecz trudno było jej ocenić czy ją ona utrzyma. Nie mogła się zbyt długo zastanawiać ze względu na trzeszczący konar na którym zawisła. Powrotu nie ma (pomyślała) więc musiała zaryzykować. Wykonując dwa pełne obroty w koło gałęzi puściła ją lecąc w stronę półki...


środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 29. Cz 12.

- Hej! Nawet nie próbuj mi tu zasypiać!
Usłyszawszy przytłumiony głos podniosła głowę i z rozmazanego otoczenia próbowała uchwycić zarys Smoka Wiatru. W tym samym czasie uwagę samego przywódcy przykuła czyjaś obecność.
- Proszę... Proszę... A kogóż to moje oczy widzą...
Po całym ciele przywódcy przeszły dreszcze. Jednak szybko to stłumił i ustawił się do walki, osłaniając tym samym dziewczynę:
- Czego chcesz!
Tusz za jego plecami z ciemności zaczęły się wyłaniać dzikie koty które pomału go otaczały.
- Doskonale wiesz czego pragnę... I dostanę to...
Smok Wiatru odruchowo załapał się za przedmiot wiszący na jego szyi zdradzając tym samym wrogowi jego położenie:
- Niedoczekanie twoje!
Wtedy to koty skoczyły na chłopaka prowadzone rządzą krwi. Przywódca nie miał zamiaru przegrać, szybko umknął z drogi tygrysa i korzystając z okazji przywołał swój żywioł:
- Wiatr!!!
Jednak niezbyt precyzyjnie ocenił czas swojego ruchu i został odrzucony kilka metrów do tyłu przez kociego wojownika. Mimo to szybko stanął na nogi i ponownie ruszył na rozpędzoną szarżę. Unikając pierwszych trzech kotów uskoczył w lewo i posłał nokautujący cios znajdującemu się tam tygrysowi. Następnie rozprawił się z kolejnym i kolejnym, każdego z osobna kompletnie wyłączając z walki. Któregoś z kolei chwycił za ogon i przyciągnął do siebie aby chwilę później go wykopać w resztę agresorów.
- Całkiem nieźle jak na śmiertelnika - Odezwał się...  - Ale co powiesz na to?
Jedno pstryknięcie palcami i natychmiast pojawili się nowi... 30 może 40.
Lecz przywódca nic sobie z ich liczebności nie robił:
- Rób co chcesz... I tak nie wygrasz!

Kilkanaście metrów dalej Smok Ognia nie miała pojęcia co się dzieje. Próbowała coś wyłapać z rozmazanego świata, cokolwiek co powiedziałoby jej gdzie jest przywódca. Resztkami sił próbowała skoncentrować wzrok przed sobą żeby choć na chwilę się rozejrzeć:
- Aaaa!!! Aaa!! Puszczaj!!! Nieee!!!
To zadziałało na Kimiko jak kubeł lodowatej wody:
- Raimundo?
Nie otrzymała odpowiedzi a jedynie kolejne krzyki które równie szybko zamilkły.
Poczuła jakby serce jej na chwilę stanęło i zaczęło podchodzić do góry niczym ostry kamień... Przerażona obróciła się na lewy bok i zaczęła czołgać w stronę z którego po raz ostatni usłyszała przywódcę. Najczarniejsze wizje zaczęły nachodzić dziewczynę, próbowała za wszelką cenę znaleźć przywódcę ale nic nie mogła dostrzec:
- Na litość boską odezwij się!
Cisza... Kompletna cisza w którą wkomponowały się spadające krople deszczu. Mimo to nie zrezygnowała i dalej ciągnąc po ziemi zranioną nogę szukała Brazylijczyka. Dopiero po minucie do jej uszu zaczęły docierać czyjeś kroki i rozbryzgującą się pod nimi wodę. Owa osoba w końcu znalazła się nad Japonką która odruchowo uniosła głowę ku górze. Napastnik przez krótką chwilę stał i patrzył na zdezorientowanego Smoka Ognia:
- Czas wreszcie wytępić to robactwo...
Uniósł on coś na kształt włóczni aż pod niebo po czym z całej siły cisnął w Kimiko.

czwartek, 28 maja 2015

Rozdział 28. Cz. 11.

- Czekaj!
Nie zważając na wołanie przywódcy wbiegła w leśną gęstwinę. Drzewa pojawiały się i znikały za rozżaloną dziewczyną. To wyglądało jak ucieczka przed najgorszym złem jakie mogłaby sobie wtedy wyobrazić. Sto, pięćset, tysiąc metrów już przebiegniętych a mimo to wciąż biegła przed siebie, jakby próbowała uciec poza krawędź świata. Wykończona z trudem omijała kolejne przeszkody na drodze. Drzewa, ostre krzewy, niewielkie rozpadliny stawały się coraz większym utrudnieniem dla Kimiko. Uciec przed rzeczywistością, utopić krzyk w morzu ciszy, Zaznać spokoju to tylko kilka powodów jej zachowania. W międzyczasie z gęstych koron drzew zaczęły spływać krople wody które zapewne świadczyły o nadchodzącej ulewie. Lecz Smok Ognia miała to gdzieś i wciąż biegła przed siebie. Łzy zaczęły się mieszać z kroplami deszczu, resztki makijażu spływały po twarzy tworząc wielobarwne wzory. Przemoczone, pełne drobnych gałązek i liści włosy, pozbawione swoich kucyków były rozszarpywane przez krzewy. Ile jeszcze? Ile musi przebiec żeby uciec przed niechcianą rzeczywistością? Choć zmęczenie coraz bardziej doskwierało i nawet w głębi duszy pragnęła się zatrzymać to tego nie mogła uczynić. Jakby jakaś dziwna siła nią kierowała. W końcu rozmoczony grunt okazał przed dziewczyną pewien rodzaj łaski. Jedna źle postawiona noga i jeden śliski korzeń zagwarantowały Japonce iście bolesny upadek. Począwszy straciła orientację... Co się stało? Gdzie jest? Wszystkie kolory przyrody przysłoniła delikatna mgiełka która momentalnie pojawiła się na jej oczach. Krótko po tym przenikliwy ból jeszcze bardziej zamroczył Japonkę.
Przez kilka minut skulona w kłębek leżała na przesiąkniętej do cna ziemi majacząc coś pod nosem:
- To nie jest prawdziwe... To nie jest...
Otarłszy twarz zabłoconym i skrajnie przemoczonym rękawem starała się zlokalizować swoje położenie. Skąd biegła? I w którą stronę? Daleko jest od klasztoru?
Nieprzewidziany ruch ponownie obudził przeszywający całe ciało ból, który jak później spostrzegła skupiał się w okolicy lewej kostki. Resztkami sił podczołgała się do najbliższego drzewa i oparła o nie. Podkulając zdrową kończynę i odgrodziwszy się dłońmi od ponuro wyglądających pni drzew znów popadła w płacz. Mocno poszarpana i ociekająca z nadmiaru wody tunika nie dawała jakiejkolwiek ochrony przed deszczem a nic nie wskazywało na rychłą poprawę pogody.
Rozbijające się o liście krople zagłuszały delikatne pociągnięcia nosem Smoka Ognia. Zbliżającą się noc chyba spędzi tutaj - pomyślała.
I wtedy nad jej głową deszcz ustał, jakby zlitował się nad wojowniczką. Zaskoczona tą anomalią skierowała wzrok ku górze, jednak nim zdążyła cokolwiek zrobić w tymże celu została czymś okryta. Dopiero później spostrzegła iż jest to płaszcz przeciwdeszczowy:
- Nic ci nie jest?
Ten głos rozpoznałaby wszędzie:
- Wynoś się! Nie chcę cie widzieć!
Lecz Brazylijczyk nie usłuchał, przyklęk przed dziewczyną i skruszonym głosem dodał:
- Jeżeli chodzi o tamten numer z chodzeniem po linie to przepraszam. Nie powinienem był cie straszyć...
Mimo to Kimiko zrozpaczonym głosem wydzierała się na Smoka wiatru:
- Ty nie jesteś prawdziwy! To wszystko nie jest prawdziwe! To nie jest realny świat! Jesteś zwykłym snem i tyle!!!
Przywódca poczuł się tymi słowami urażony. Szybko stwierdził że coś się dziewczynie pokręciło i bierze go za jakieś halucynacje czy inne czary. Już miał wziąć Kimiko za rękę i sprowadzić ją do Mistrza Funa który może by coś poradził na to jej dziwne zachowanie. Lecz nie uczynił tego, przyjrzał się dosyć dziwnemu usadowieniu przyjaciółki która cały czas trzymała lewą nogę w okolicach uda. Mając pewne podejrzenia przysunął się bliżej zasłanianej kończyny. Delikatnie uniósł jej stopę kilka centymetrów nad ziemię i zaczął rozwiązywać rzemyk utrzymujący but na swym miejscu.
Mimo to Smok Ognia nie protestowała. Wycieńczenie nie pozwalało jej dalej krzyczeć na chłopaka. W międzyczasie Brazylijczyk ostrożnie usunął sandał ze stopy i podwinął nieco pończochę by ocenić rozmiar kontuzji:
- Coś ty kobieto narobiła?!
W miarę możliwości starał się nie sprawiać niepotrzebnego bólu przyjaciółce ale musiał coś tymczasowo zaradzić, przynajmniej do czasu powrotu do klasztoru:
- Gdyby dziecinka nie skakała to by stópki nie złamała - Odrzekł zaczepnym tonem.
Złamana?! - Niechcący pomyślała na głos...
- Skręcona... - Surowszym głosem sprostował swoją wcześniejszą odpowiedź..
Po tych słowach wojowniczka oparła głowę o pień za sobą i przymknęła nieco oczy:

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 27. Cz. 10.

Potężne trzaśnięcie kamiennych wrót rozniosło swe echo po okolicy.Poturbowana dziewczyna odruchowo rzuciła się na kammiennoą bramę:
- Raimundo!!! Nie rób nam tego!!! Nie zostawiaj nas!
Z całych sił próbowała jakoś otworzyć ją ale nic to nie pomagało.
Osunąwszy się na ziemię, skąpana we łzach dodała cichym głosem:
- Nie zostawiaj...
Nim dokończyła zdanie opadła na ziemię tracąc przytomność.
Dopiero po kilkunastu minutach ocknęła się w jakimś dziwnym miejscu.
Próbując sobie przypomnieć co się stało uniosła się i przetarła oczy.
Smok Ognia stała gdzieś w ogromnym ogrodzie pełnym krzewów o blado różowych kwiatach. To miejsce wydawało się jej dziwnie znajome. Przed sobą w odległości jakichś kilkunastu metrów dostrzegła Przywódcę który wydawałoby się chodził po niebie. Dziewczyna podeszła bliżej by dokładniej się temu przyjrzeć.
Nawet ją nie zastanawiało jakim cudem tu trafiła i czy to co teraz ma tu miejsce jest tylko złudzeniem. A może to co wcześniej się działo było tylko snem? Po krótkim spacerze dotarła do wyznaczonego miejsca, przysłaniając dłonią oczy przed palącym słońcem znów dostrzegła w górze swego przyjaciela. Okazało się że  Raimundo nie latał jak wcześniej spostrzegła a po prostu chodził po linie zawieszonej pomiędzy dwoma drewnianymi słupami. Pierwsza myśl jaka do niej dotarła to fakt że przecież Rai zanim trafił do klasztoru był zwykłym cyrkowcem i pewnie zatęsknił za dawnym życiem. Lecz jego oczy zasłonięte czarną przepaską nie wróżyło za dobrze:
- To niemożliwe - Pomyślała - Do reszty stracił rozum...
Smok Wiatru prawdopodobnie nawet  nie miał pojęcia iż jest obserwowany. Każdy swój kolejny krok wydawał się być w 100% przemyślany. W połowie drogi na drugi koniec liny przystanął na chwilę. Wcisnąwszy linę pod sobą między dwa pierwsze palce u stóp mocno je zacisnął. Stojąc tak w zupełnej ciszy rozłożył dłonie na boki wciąż utrzymując równowagę. Delikatny wiaterek ustał dając tym samym sposobność wykonania akrobacji. Przerażona dziewczyna widziała jak chłopak stopniowo przechyla się na lewą stronę. Nie chcąc patrzeć na jego upadek zasłoniła dłonią oczy. W tym czasie przywódca wykonał pełny obrót wokół liny a wróciwszy do pozycji wyjściowej puścił sznur wylatując tym samym parę metrów w górę. Kilka efektownych obrotów w powietrzu, podwójne salto w tył i perfekcyjne lądowanie spowrotem na linie:
- Wciąż nie wyszedłem z wprawy - Spostrzegł - Jeszcze tylko...
Nie dokończył tej myśli gdyż jego wyostrzone zmysły wyczuły czyjąś obecność w pobliżu. Czyżby ktoś z Heylinu mnie obserwował?
Poczynając od głębokiego wdechu, jednym ruchem dłoni nakazał swojemu żywiołowi wywołać silniejszy podmuch wiatru, który miał za zadanie zdemaskować nieproszonego gościa.
Mając pewne podejrzenia co do tożsamości tajemniczego obserwatora postanowił go trochę wystraszyć. Dziewczyna nagle została uniesiona przez żywioł na jeden ze słupów:
- Do reszty zgłupiałeś?! Masz mnie natychmiast spowrotem zabrać na dół! Kapujesz?!
Wykonując kilka zgrabnych obrotów przeskoczył na koniec liny gdzie znajdowała się dziewczyna. Odwiązując z tyłu głowy opaskę, zabawnym tonem zwrócił się do niej:
- Ładnie to tak podglądać?
Smok Ognia nie mając żadnego wytłumaczenia na swoje postępowanie, kilkukrotnie się zająkała.
Na to brazyliczyk wysunął lewą dłoń w jej kierunku uśmiechnął się zawadiacko:
- Choć... To proste...
Japonka miała złe przeczucia co do słów chłopaka:
- Ale...
Widząc niepewność w jej oczach, dodał delikatnym ale stanowczym głosem:
- Zaufaj...
Nim Smok Ognia się zorientowała, już stała na kilkucentymetrowej szerokości linie. Przywódca cały czas trzymając dziewczynę za dłoń pomału prowadził ją na sam środek sznura.
Spoglądając na nieco zdezorientowaną Japonkę uśmiechnął się:
- Widzisz? Mówiłem ci... To prostsze niż walka ze Spicerem...
Kimiko odwzajemniła uśmiech którego potem gorzko pożałowała:
- Czekaj! Nie zostaw...
Puściwszy dłoń dziewczyny Raimundo oddalił się od niej na kilka kroków:
- Nie panikuj a nie spadniesz... A teraz idź w moim kierunku...
W tamtej chwili Smok Ognia miała ochotę złapać się czegokolwiek co uchroniłoby ją przed bolesnym upadkiem. Problem tkwił w tym iż stała na samym środku liny, kilka metrów nad ziemią:
- Jak przeżyje to cie zabiję!!!
- Co za matoł! - Pomyślała - Zaufaj takiemu a zaraz skończysz w gipsie...
Wciąż stojąc w miejscu z całych sił starała się utrzymać równowagę. Mimo to Raimundo dalej z lekkim uśmiechem spoglądał na podenerwowaną przyjaciółkę:
- No idziesz czy nie?! W razie czego złapie cie!
Starając się unikać przechyłów z pretensją odkrzyknęła Brazylijczykowi:
- Idź do diabła! Cyrkowy pajacu! Nigdzie się nie rusz...
Widząc iż dziewczyna zaraz straci równowagę delikatnie zeskoczył z liny i przy pomocy swojego żywiołu bezpiecznie wylądował na ziemi. W tym samym czasie Smok Ognia doszczętnie straciła równowagę bezwładnie spadając w dół. Zaciskając powieki i krzycząc na całe gardło czekała na nieuchronne zderzenie z ziemią. Minęło 5 sekund... I kolejne pięć ale kontakt z twardym podłożem nie następował:
- Hej... Wszystko gra?
Otworzywszy powieki, w blasku słońca dostrzegła lekko zmartwioną twarz Wojownika Shoku:
- Mówiłem że cię złapię...
Zdając sobie sprawę iż tkwi w ramionach Smoka Wiatru zaczerwieniła się.
Lecz po chwili te rumieńce zniknęły, uświadomiwszy coś sobie przyzwała swój żywioł zmuszając tym samym przywódcę do upuszczenia jej:
- Ała!!! Zgłupiałaś kobieto?! - Z  całej siły chłopak wymachiwał rękoma starając się stłumić ból.
W między czasie Smok Ognia podniosła się z ziemi:
- Odejdź ode mnie!!!
Brazylijczyk nie miał bladego pojęcia co zrobił źle i czemu dziewczyna go zaatakowała:
- O czym ty gadasz?! Czekaj!
Japonka zaczęła uciekać w kierunku najbliższych drzew.



niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 26. Cz. 9.

Z każdą sekundą odgłos kroków stawał się coraz wyraźniejszy. Jak na zawołanie w piersi dziewczyny serce przyspieszyło swe bicie. Pragnienie dostrzeżenia sylwetki swego przyjaciela nie dawało spokoju. Kroki ucichły, zagłuszający je dźwięk skrzypiących zawiasów był nie do zniesienia. Kimiko ukradkiem spoglądała uśmiechniętego chłopca jednocześnie zastanawiając się nad pierwszymi słowami które powinna skierować do Smoka Wiatru. Silne trzaśnięcie drzwi sprawiło iż Japonka nieco straciła na pewności siebie. Wpatrując się w ciemności próbowała zlokalizować skąd dobiegają te głosy. Nie musiała zbyt długo wytężać wzroku aby dostrzec w ciemnościach przed nią parę oczu o czerwonym zabarwieniu. Już samo to mogłoby świadczyć o złych zamiarach tajemniczego osobnika. Przetarłszy oczy ze zdumienia spróbowała jeszcze  raz odnaleźć owe czerwone punkty. Jednak zamiast tego w tamtym miejscu z zaciemnionej części sali wyłoniła się postać dobrze znajomej osoby. Wojownik Shoku podszedł bliżej krawędzi schodów aby spojrzeć na przybyszów. Widząc mniejszego siebie delikatnie uśmiechnął się w jego kierunku:
- Już miałem cię iść szukać! Na przyszłość mów gdzie się wybierasz.
Radość z widoku malca nie trwała za długo. Dostrzegłszy Dziewczynę opuścił go dobry nastrój:
- Czy nie prosiłem cię o niesprowadzanie nieznajomych do mnie?
Zanim malec zdążył się wytłumaczyć wtrąciła się Japonka:
- Rai! Wszystko wporządku? Wszyscy się o ciebie martwiliśmy.
Przywódca w lekkim podenerwowaniu odpowiedział:
- I po co?! Czuje się świetnie, prawdę mówiąc jest mi o wiele lepiej bez was!
Dziewczyna nie rozumiała. Czyżby Raimundo wiedział co się dzieje w realnym świecie a mimo to nic z tym nie robi? Od tak pozwala siłom zła na atakowanie klasztoru? Znowu sprzymierzył się z Heylinem? To wszystko wydawało się jej dziwne i niezrozumiałe:
- Wytłumacz mi łaskawie co ty wyprawiasz? Nie możesz sobie od tak...
Brazylijczyk nie miał ochoty na wysłuchiwanie dziewczyny:
- Jak zaraz nie przestanie gadać to coś jej zrobię - wymamrotał przez zaciśnięte zęby.
Odwróciwszy się ruszył w głąb przyciemnionej części sali:
- Mam masę roboty więc łaskawie opuść moją głowę i nigdy tu nie wracaj!
Kimiko nie dawała za wygraną, nie teraz kiedy jest tak blisko celu. Zerwawszy się na równe nogi ruszyła ku schodom. Błyskawicznie rozpoczęła wspinaczkę po stopniach na sam szczyt:
- Raimundo proszę wysłuchaj mnie... Co chwila spoglądała na oddalającego się przywódcę.
Po chwili brazylijczyk odezwał się:
- Nie mam najmniejszej ochoty z tobą gadać!
Z każdym słowem głos przywódcy był coraz głośniejszy, jego brazylijski akcent stawał się coraz mniej wyrazisty a oczy z wściekłości zaczęły przybierać czerwoną barwę. Smok Wiatru był u kresu swoich nerwów które w każdej chwili mogły dać upust swojej mocy. Kimiko to nic a nic nie wzruszało, gdy tylko dotarła na samą górę stanęła naprzeciw przywódcy:
- Rai! Błagam cię, oprzytomniej!
Chłopak stracił cierpliwość, wykonując kilka prostych ruchów dłońmi przywołał swój żywioł.
Wiatr delikatnie wirował wokoło Przywódcy zaś jego włosy wkomponowały się w ruchy powietrza.
Oczy stały się w połowie czerwone a w drugiej połowie zielone, w tym samym momencie zaatakował  Kimiko swoim żywiołem wyrzucając ją do tyłu:
- Wynoście się oboje!!!
Potęga wiatru była nienaturalnie wielka, nawet jak na samego Wojownika Shoku. Podmuch przeciągnął opierającą się żywiołowi dziewczynę i małego Raia po całej długości sali. Oboje w końcu wylądowali za dobrze znaną Bramą która chwilę potem odcięła dostęp do Przywódcy.




Ponieważ nie jestem dobrym mówcą powiem krótko... Cieszę się że wytrwałem z blogiem okrąglutki, 12 miesięczny rok ;) Rok który przez cały czas traktowałem jako sprawdzenie się w roli pisarza i swojej determinacji względem tworzenia tej historii i własnych umiejętności pisarskich. Co prawda opowiadanie wciąż nie klei się w pewnych momentach a błędy same stąd uciekają przez swoją nadmierną liczbę. Planuję jeszcze bardzo, bardzo długo prowadzić tą historię która zostanie zakończona... Nigdy się nad tym nie zastanawiałem i raczej się nie zanosi abym w ogóle o tym myślał ;D Moje opcio nie jest idealne ani nawet przyzwoite ale i tak je K....m xDD

wtorek, 3 marca 2015

Rozdział 25. Cz. 8.

Sala była bardzo wszechstronna.  Z łatwością mógłby się tam zmieścić cały Xiaoliński klasztor i mury otaczające go. Jej wnętrze było usłane przepięknymi, złotymi zdobieniami na ścianach, suficie i wszystkich 18 kolumnach które pełniły rolę podtrzymywania stropu. Wypolerowana na wysoki połysk posadzka w całości wykonana z ciemnej barwy marmuru iluminowała gwieździste niebo. Na środku sali został ułożony jasno fioletowy dywan ze złotymi obramowaniami. Wiódł on od drzwi wejściowych aż na drugi koniec tego pomieszczenia. Ściany pokoju także były wykonane z marmuru, jednakże ten nie miał połysku. Po obu stronach pokoju zostały ustawione najprzeróżniejsze automaty do gier i inne rozrywkowe sprzęty. Cztery wielkie stoły do bilardu w pełni przygotowane do rozgrywek, dwa mini boiska do koszykówki. Dwa boiska do futbolu, tor dla deskorolek, boisko służące do gry w hokeja, specjalny spływ do mini surfingu i wiele, wiele, wiele innych ciekawych, rozrywkowych zabawek mających na celu uprzyjemnienie wolnego czasu ich właściciela.
Kimiko i Mały Rai podążali wytyczoną przez gładki materiał drogą aż na drugi koniec sali. Dookoła dwójki rozchodziły się przeróżniste dźwięki wydobywające się z uruchomionych gier. Na prawie każdym z ekranów były wyświetlane najlepsze uzyskane wyniki przez graczy. Ku zdziwieniu dziewczyny były pokazywane tylko i wyłącznie wyniki z podpisem ,,Raimundo Win"
Idąc dalej naprzód Smok ognia dostrzegła trzy stojące w rzędzie gry o nazwie ,,Błotne zombie 1, 2 i 3" Niby nic w tym nadzwyczajnego gdyby nie to że jest to ulubiona gra Kimiko i w zasadzie Raimunda.
Tuż obok stał kolejny automat do gry z tym że ten był zatytułowany ,,Xiaolin" Zaciekawiona dziewczyna podeszła do owej, przypominającej pionowy prostokąt maszyny. Na jej bokach znajdowały się wizerunki wszystkich jej przyjaciół. Raimunda, Claya, Omiego, Doja a nawet i Mistrza Funga. Ale także były tam wymalowane postaci z Heylinu: J. Spicer, Wuya, Chase Young.
Japonka nigdy wcześniej nie widziała tak zatytułowanej gry. Ciekawość wzięła górę a prawa dłoń dziewczyny powędrowała do przycisku zasilania i nacisnęła go. Przy okazji Mały Rai podszedł do dziewczyny i z całej siły próbował odciągnąć ją:
- Nie czas na granie... Nie po to tu przyszliśmy!
Smok Ognia nie rozumiała chłopca. Przecież pięć minut przy grze nie zrobi dużej różnicy.
Po krótkiej chwili wyczekiwania gra uruchomiła się a na ekranie pojawiły się wszystkie postacie które były pokazane na bokach maszyny. Dziewczyna wybrała swoją własną postać, kolejnym krokiem było wybranie rodzaju kija bejsbolowego i jego koloru. Kimiko nie rozumiała o co chodzi i na czym w ogóle polega ta gra, mimo to kontynuowała wybieranie ustawień. Wybierając kij natrafiła na pałkę kształtem przypominającą Doja. Ten widok nieco rozbawił dziewczynę:
- Dojo robiący za kij bejsbolowy? Haha!
Japonka ułożyła dłonie na przyciskach przed sobą, zdecydowanym ruchem nacisnęła przycisk START i zaczęła się zabawa. Gra polegała na tym aby uderzać pałką (w tym przypadku Dojem) w okrągłe otwory na planszy z których wystawały podobizny wrogów z Heylinu.
W ciągu trzech minut Kimiko już miała piętnaście uderzeń w Wuyę, sześć trafień w Chasa Younga i dwadzieścia cztery trafienia w Jacka Spicera. Przy uderzeniu kijem, z głośników wydobywał się głos Doja (Au! Ał!) Gra była przezabawna i Smok Ognia mogła by tak grać bez końca wysłuchując bolesnych jęków Doja. Nagle ekran zgasł, gra nie reagowała na kolejne próby uruchomienia:
- Popsułam?!
Jednocześnie obok Kimiko pojawił się Malec który trzymał w dłoni wtyczkę zasilającą od tej gry:
- Widzę że już nie grasz? Tak więc możemy iść dalej?
Japonce ręce opadły na widok uśmiechniętego od ucha do ucha, małego sabotażysty. Złość była na tyle niewielka że Kimiko nie stanęła w ogniu wściekłości. Prawie od razu zrozumiała swój błąd.
Jednak nie powinna była sobie tak po prostu grać mając świadomość że jej celem jest znalezienie przywódcy. Doprowadziwszy się do porządku złapała chłopca za rękę i pociągnęła za sobą:
- Idziemy! Im szybciej go znajdziemy, tym szybciej wrócę tu pograć.
Chwilę potem oboje dotarli do  schodów wiodących ku górze gdzie znajdowało się krzesło wykonane ze szczerego złota. Malec na chwilę przystanął przed pierwszym stopniem i z radością odrzekł do Japonki:
- Jesteśmy na miejscu!
Kimiko nie była tym przekonana, wydawało jej się że to miejsce jest jakby za ciche:
- Skoro mówisz że to tutaj, to gdzie jest Rai?
Chłopiec ponownie złapał dziewczynę za dłoń i pociągnął na pierwszy stopień wołając:
- Raimundo! Bracie!
Jedyne co usłyszała dziewczyna to echo malca, rozbijające się po całej sali:
- Raimundo! Masz gościa!!!
Nagle uwagę Dziewczyny przykuł jakiś potężny huk dochodzący z góry. Dźwięk tłuczonego szkła a potem oddźwięk uderzenia metalu o metal. Krótko po tym dało się słyszeć czyjeś kroki które z każdą sekundą stawały się coraz głośniejsze.

piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 24. Cz. 7.

Blask światła padł na Dziewczynę tym samym oślepiając ją na krótką chwilę. Gdy tylko znów otworzyła oczy ujrzała wielką salę z mnóstwem niesamowitych przedmiotów.
Mały Rai natychmiast przekroczył próg i ruszył dalej w głąb pomieszczenia zostawiając na chwilę Kimiko w tyle. Smok Ognia nie miała zamiaru dłużej zwlekać i również podążyła do wejścia, lecz gdy tylko podeszła do linii wytyczającej próg gwałtownie zatrzymała się.
W jej głowie prawie natychmiast pojawiło się mnóstwo pytań i wątpliwości:
- A co jeśli Raimundo nie będzie chciał ze mną rozmawiać?
- Może nie być zadowolony z mojego przybycia no bo w końcu jestem tu bez jego zgody...
- Albo jeśli coś przy nim źle powiem, zamiast mu przemówić do rozsądku mogę tylko pogorszyć sprawę...
Te i inne myśli kotłowały się w jej głowie. Pytania bez widocznego rozwiązania które tylko dodawały niepewności i lęku Smokowi Ognia. Z jednej strony Kimiko bardzo chciała zobaczyć swego przywódcę, znów usłyszeć jego głos którego zaczynało jej brakować. Chcieć znów wydrzeć się na niego za jakąś drobnostkę czy też za jakiś niewinny żarcik. Ale czy dobrze robi przychodząc tu? Może lepiej by było gdyby wróciła tutaj z resztą przyjaciół? Zrezygnować i przyznać się do porażki czy może przeć naprzód w nieznane i samemu próbować stawić temu czoła?
Czy uda jej się przywrócić Wojownikowi Shoku rozsądek? Przebyła taki kawał drogi by ratować swego przywódcę i miałaby teraz zrezygnować? Co się stało z tym demonem który miał tu być?
I ciekawe jak w realnym świecie idzie walka jej przyjaciół z Chasem Youngiem?
- Hej! Co tak st....
Więcej dziewczyna nie usłyszała pogrążając się coraz głębiej w swych myślach. Chyba nawet nie była do końca pewna czy naprawdę ktoś przed chwilą coś do niej mówił. Przypomniał jej się meda...
- Przestań! Zimna! Brrrrr...
Osobą która wcześniej coś mówiła do Kimiko był Rai który zmartwił się widokiem zamyślonej dziewczyny. Nie mając pomysłu jak ma ją obudzić  z tego transu postanowił zastosować terapię wstrząsową, wykorzystując do tego celu swoją nową zabawkę (Pistolet na wodę). O dziwo pomysł ten odniósł skutek i przywrócił Japonce trzeźwość umysłu:
- Wybacz ale nie było innego wyjścia. Musiałem cię jakoś obudzić...
Dziewczyna szybkim ruchem zrzuciła dłońmi nadmiar wody z twarzy i przetarła oczy rękawem:
- Wiesz. To było podłe! Jestem cała przemoczona! Nie mogłeś mnie jakoś inaczej obudzić?!
Malec nie miał wyrzutów sumienia z tego powodu. Wręcz przeciwnie, z uśmiechem na twarzy patrzył na nieco zdenerwowaną Kimiko:
- Jeżelibym tego nie zrobił, nie obudziłbym cię.
I mogli by się tak sprzeczać i sprzeczać gdyby nie szybkie, decydujące pytanie malca:
- Możemy już wejść do środka?
Do Kimiko znowu powróciła niepewność związana z ujrzeniem przywódcy. Jednak nim cokolwiek zdążyła odpowiedzieć, została złapana za lewą dłoń przez chłopca i pociągnięta do wnętrza góry:
- Szkoda czasu! Choć...
Przez krótką chwilę opierała się chłopcu próbując zatrzymać się:
- Ale ja nie do końca jestem pewna czy...
Lecz mały Rai nie dawał za wygraną. Coraz dalej w głąb komnaty prowadził Kimiko. Co jakiś czas uśmiechając się ukradkiem do niej:
- Nie martw się. Raimundo z pewnością ucieszy się na twój widok.


niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział 23. Cz. 6.

Zafascynowana wyrytym w skale wzorem Kimiko wysunęła prawą dłoń przed siebie aby móc choć na chwilę dotknąć tego znaku, poczuć chłód wrót wykutych w kamieniu. Nie sądziła że świat w czyimś umyśle może być tak złożony, pełen niespodzianek, kierującym się własnymi zasadami.
Symbol który widniał tam był symbolem wiatru, żywiołu nieujarzmionego, niezwyciężonego. Żywiołu który ma największe znaczenie dla życia na świecie, bo wiatr nie jest niczym innym jak powietrzem którym oddychamy. Nim Smok Ognia złożyła dłoń na znaku w porę zatrzymał ją mały Rai który z przerażeniem patrzył na nią:
- Niee! Nie wolno go dotykać!!!
Dziewczyna zdążyła tylko ledwie musnąć kamień przez który natychmiast przetoczyła się fala blado żółtego światła. Tusz po tym pod stopami tej dwójki zatrzęsła się ziemia, wstrząs był słaby lecz wystarczył aby oboje stracili równowagę i upadli na ziemię. Kimiko podniosła się i pomogła małemu również wstać. Ten zaś spojrzał na nią lekko podenerwowany:
- Nie wolno ci niczego tu dotykać...
Japonka nie rozumiała co ma na myśli malec. Przecież nie zrobiła nic złego:
- Przepraszam... Chciałam tylko...
Mały Rai wciął się dziewczynie w zdanie i zaczął wyjaśniać jej o co chodzi:
- Nie możesz dotykać tu czegokolwiek. Nie dostałaś się tu przez sen, jesteś żywą istotą która dostała się z zewnątrz. Nie możesz tu nic zmieniać ani zabierać stąd do swojego świata bo w przeciwnym wypadku zniszczysz cały ten świat.
Po tych słowach wziął Kimiko za rękę i zaczął prowadzić dalej wzdłuż zbocza góry oddalając się tym samym od tamtych wrót. Dziewczyna wzięła słowa malca głęboko do serca, naprawdę nie potrafiła się powstrzymać by dotknąć tego symbolu. Zastanawiało ją jednak to dlaczego ktoś umieścił ten znak akurat na tych wrotach:
- Do kąt w ogóle prowadzą te kamienne wrota?
Mały Rai nie wiedział co odpowiedzieć. Nie ujawni prawdy choćby dziewczyna siłą próbowała ją wycisnąć z niego, ale z drugiej strony nie chciał jej okłamywać no bo i tak kiedyś, prędzej czy później poznała by prawdę. Postanowił jednak jej nic nie mówić:
- Nie wiem co dokładnie tam jest... Raimundo nie mówi mi wszystkiego.
Przez kolejne piętnaście minut oboje szli w zupełnej ciszy, dość nietypowej chociażby z tego względu że przechodzili w pobliżu ruin jakiegoś klasztoru.
W końcu dotarli do celu wędrówki. Ogromne, wręcz gigantyczne odrzwia z równie wielkim symbolem w kształcie litery ,,R" Bogato zdobione obramowania koloru złota, wysadzanego diamentami, szmaragdami i innymi wartościowymi klejnotami świadczyły o niezwykłym luksusie jaki zapewne panuje po drugiej stronie bramy. Kimiko od razu wiedziała że trafili w dziesiątkę i że na 100% Muszą to być wrota do miejsca w którym powinien znajdować się jej przywódca. Mały Rai podszedł do bramy i jednym gestem sprawił iż zaczęły się one otwierać.



piątek, 30 stycznia 2015

Rozdział 22. Cz. 5.

- Co za okropne miejsce...
Powiedziała Kimiko do siebie wciąż nie mogąc napatrzeć się na spaloną trawę. Wyglądało to tak jakby ktoś tu kiedyś toczył zaciętą bitwę i przegrał.
Chłopiec usłyszał Smoka Ognia, patrząc gdzieś przed siebie odrzekł:
- Przyzwyczaisz się.
Kimiko to miejsce nie dawało spokoju. Miała wrażenie jakby te tereny były dla niej bardzo znajome lecz nie potrafiła sobie tego wyjaśnić. Dlaczego ma uczucie jakby już tu kiedyś była? Z każdym metrem mgielna zasłona coraz bardziej się rozrzedzała, dziewczyna zaczęła dostrzegać w oddali zarysy jakiejś budowli która nawet z daleka wydawała się być ogromna. Ona i mały Rai nie zmierzali w jej kierunku tylko oddalali, niemniej jednak ciekawiło ją co tam może być:
- Słuchaj, miałeś mi powiedzieć co się stało z tym miejscem i dlaczego ono tak wygląda...
Malec przez krótką chwilę zastanawiał się czy może jej zaufać i czy nie weźmie go za wariata,
ale szybko rozgonił w sobie chmury nieufności i patrząc przed siebie zaczął:
- Pewnie mi nie uwierzysz ale to miejsce było kiedyś wielką, zieloną równiną. Jakiś czas temu stało się coś dziwnego i nagle to miejsce zaczęło zmieniać wygląd, co ciekawsze stało się to za sprawą Raimunda.
Kimiko nic z tego nie rozumiała co chłopak mówi do niej:
- Czekaj... Raimundo sam to sobie zrobił? A w ogóle to jak to możliwe że Raimundo tu może się bez niczyjej wiedzy dostać skoro do tego świata można wejść tylko dzięki widmu strachu?!
Malec na chwile przystanął i patrząc na Smoka Ognia a zarazem wskazując na resztki oddalonej o kilka kilometrów świątyni mówił dalej:
- Zawsze gdy ktoś zasypia może się dostać do swojego snu a także i do stworzonego przez swą wyobraźnię świata, wystarczy poćwiczyć. Którejś nocy gdy Raimundo znów zasnął, pojawił się tu w złym nastroju, zabrał z ruin tamtej świątyni jakiś wisiorek i świecący kamień który potem gdzieś ukrył, kiedyś widziałem że ten wisiorek który stamtąd zabrał zawsze nosił na szyi. Wtedy też powiedział mi że nikt nie może znaleźć tego kamienia ani użyć jego mocy. Krótko po tym ten świat stał się tym co teraz widzisz. Mroczną, i zniszczoną krainą której zostało zabrane serce.
Malec ruszył dalej ścieżką kierując się za wzniesienie, kilka minut później oboje dotarli do wielkich kamiennych wrót osadzonych w zboczu góry. Na obu częściach bramy były wyryte dwie litery ,,R" Na samym środku wrót był wyryty duży okrąg w którego środku znajdował się spiralny wzór.
Chłopiec podszedł do zamkniętego przejścia i przez krótki moment patrzył na nie w ciszy.
Smok Ognia podeszła do malca i zapytała:
- Jesteśmy na miejscu?
Chłopiec wciąż patrzył na zamknięte wrota wodząc dłonią po nich jakby chciał je obłaskawić.
Odwróciwszy się do dziewczyny szybko odrzekł:
- Musieliśmy źle skręcić na rozdrożu i trafiliśmy pod...
Kimiko nie słuchała chłopca, zaciekawiona spoglądała na wzór wyryty w centralnej części wrót który swym wyglądem ją zastanawiał:
- Skądś znam ten symbol ale nie mogę sobie przypomnieć gdzie go widziałam...


niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 21. Cz. 4.

Chłopiec mocno się zdziwił tym co dziewczyna mu powiedziała, jeszcze kilka minut temu był u Raimunda i nie zauważył w jego zachowaniu niczego wzbudzającego podejrzenia:
- Ale jemu nic nie grozi. Siedzi w swoim pokoju i stamtąd nigdzie nie wychodzi. Gdyby coś mu się stało, wiedziałbym o tym.
Kimiko nie wierzyła w słowa chłopca. Przecież Rai został opętany i nie mógł tak sobie siedzieć i nie próbować się uwolnić. Coś się tu nie zgadzało, czemu Raimundo nie został uwięziony przez demona? Jeżeli naprawdę jest wolny to gdzie jest Kharr? Przecież nie mógł się rozpłynąć. W dodatku w realnym świecie wszystko wskazuje iż Smok Wiatru nadal nie jest sobą:
- Więc dlaczego w moim świecie Rai stał się bezwzględnym czarnym charakterem?! Dlaczego się nie zachowuje normalnie? Zrozum że on próbował mnie zabić! Claya i Omiego też!
Maluch wyczuł iż Kimiko przestaje panować nad gniewem, w dodatku miał wrażenie że dziewczyna nie za bardzo mu ufa:
- Przysięgam ci że Raimundo jest całkiem normalny w zachowaniu. Nie znam nikogo bardziej opanowanego od niego. Jeżeli wciąż mi nie chcesz wierzyć chodź zemną do niego sama sprawdź czy jest z nim coś nie tak.
Dziewczyna podeszła do małego Raia i przyklękła przed nim pokazując dłonią na kamienne sklepienie jaskini:
- W jaki sposób chcesz się do niego dostać?! Bo ja nie mam pojęcia gdzie jesteśmy ani jak się mamy stąd wydostać.
Chłopiec wskazał ręką na ścianę po jego prawej stronie, ta zaś rozbłysła we wskazywanym miejscu:
- Myślę że możemy pójść tędy jeżeli nie masz nic przeciwko.
Kimiko opadły ręce jak i również szczęka do samej ziemi. W litej skale z znikąd pojawiło się wyjście z groty. Wstała i podeszła do ów wyjścia rozglądając się dookoła.
Wyjście prowadziło na wielką równinę która w pewnym stopniu przypominała dolinę nietutaj którą w realnym świecie panuje Chaes Young. Niebo było koloru ciemnego fioletu przeplatanego ciemnymi, gęstymi chmurami. Ziemia była szara, wręcz przechodziła w czarny kolor i taką barwę miała aż po horyzont.  Uschnięte rośliny wyglądem przypominające resztki drzew które rosną w realnym świecie nadawały ponury nastrój. Do tego jeszcze ta cisza, rzec można by iż to miejsce było zapomniane przez Boga lecz tak naprawdę było zupełnie inaczej.
Do Kimiko podszedł malec i szarpnął ją za rękaw:
- Chodźmy, musimy przejść przez tamto wzniesienie. Za nim znajduje się droga która prowadzi do świata snów a tym samym do Raimunda.
Dziewczyna jeszcze przez krótką chwilę stała jak wryta, patrząc na tą zniszczoną i jałową ziemię zaczęła odczuwać dziwny smutek, choć może to był żal... Dlaczego to miejsce jest pozbawione jakiegokolwiek życia? Czyżby to była sprawka tego demona? Może zaufać temu malcowi który podaje się za kogoś bliskiego Raimunda? W głowie Smoka Ognia narastały pytania tak szybko jak kukurydza w maszynie do popcornu. Przerażona odwróciła głowę w stronę małego Raia:
- To miejsce zawsze tak wyglądało?
Chłopiec pociągnął za sobą Kimiko prosto w zamgloną równinę:
- Opowiem ci po drodze tylko już chodźmy...!

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział 20. Cz. 3.

- Hej... Obudź się w końcu!
Głos był ledwo słyszalny dla dziewczyny. Wciąż miała ciemność przed oczami i nie wiedziała co się dzieje, czuła jakby znajdowała się w jakiejś fantastycznej opowieści. W świecie pozbawionym grawitacji którego krajobrazem była czarna płachta. Kimiko nie wyczuwała pod swymi stopami gruntu, miała wrażenie jakby unosiła się w powietrzu bez najmniejszego problemu.
Po raz kolejny usłyszała tajemniczy głos dobiegający tym razem z jej prawej strony więc spróbowała ruszyć na przód. Niestety w tej ciemnej przestrzeni chodzenie nie było możliwe ze względu na brak jakiegokolwiek gruntu. Nagle przed nią rozbłysło bardzo jasne, wręcz oślepiające światło które zmusiło dziewczynę do zasłonięcia dłońmi oczu. Blask przez chwilę oświetlał Smoka Ognia po czym równie szybko zniknął w ciemnościach. Tusz po tym stało się jeszcze coś co było przerażające, dziewczyna przestała odczuwać brak grawitacji i zaczęła gwałtownie spadać w nieskończoną ciemność. Sądząc iż za krótką chwilę rozbije się o ziemię z całej siły zamknęła oczy i czekała na uderzenie które o dziwo nie następowało. Znów słyszała czyjś głos który pojawił się z nie wiadomo skąd:
- Pobudka... Otwórz oczy... Musisz się obudzić!
Przerażona dziewczyna usłuchała i pomału otworzyła oczy.
Przed sobą dostrzegła małego chłopca który patrzył na nią z góry:
- Nareszcie... Myślałem że już się nie obudzisz. Nic ci się nie stało?
Kimiko pomału podniosła się i usiadła, złapawszy prawą dłonią za głowę odrzekła:
- Nie, wszystko gra... Kim jesteś i co tu robisz?
Chłopiec miał najwyżej 8 lat, zielone oczy i brązowe włosy, blado niebieską koszulę z pomarańczową kokardką przy kołnierzyku i granatowe spodnie na zielonych szelkach. W dłoni trzymał małego brązowego misia na którego spoglądał co kilka chwil.
Chłopczyk mocno przycisnął misia do siebie i przymykając oczy odpowiedział Smokowi Ognia:
- Mam na imię Raimundo...
Do Kimiko dotarły słowa malca, zaskoczona spojrzała na chłopca:
- To jakiś żart?
Malec zwrócił wzrok na dziewczynę i ze spokojem odparł:
- Jestem jego drugą stroną, mieszkam w jego umyśle i istnieje tylko dzięki niemu.
- Co cię tu sprowadza?
Kimiko z trudem wstała i rozejrzała się dookoła. Miejsce w którym się znajdowała przypominała wielką jaskinię wydrążoną w fioletowej barwy kamieniu. Mimo złych podejrzeń zdradziła chłopcu powód jej przybycia:
- Mam zamiar ratować twoją drugą, durniejszą część z tarapatów w które się wpakował...

piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 19. Cz. 2.

Kimiko pomału dochodząc do siebie otwarła oczy, o dziwo już nie znajdowała się w tamtym mrocznym miejscu a  na placu treningowym razem z Clayem, Omim i... I Raimundem?! Stała przed manekinem który służył do ćwiczenia celności i siły zadawanych uderzeń. Spojrzała na swoje dłonie które wyglądały całkiem zwyczajnie. W zaskoczeniu zadała do siebie pytanie:
- To sen?
Chwilę później usłyszała Mistrza Funga który coś do niej mówił:
- Kimiko twoja kolej.
Dziewczyna nie rozumiała o co chodzi jej nauczycielowi więc się go o to zapytała:
- Ale o co chodzi mistrzu Fung?
Mistrz siedział na ziemi w pozycji do medytacji a obok niego stała nieduża skrzynia wypełniona Shen Gong Wu. Mentora lekko zdziwiło pytanie Smoka Ognia, niemniej jednak nie przywiązał do tego uwagi i odrzekł do dziewczyny:
- Teraz twoja kolej i Omiego do walki.
Kimiko wciąż nie mogła zrozumieć co się dzieje i dlaczego ma walczyć z Omim? Zanim znów zadała pytanie do mistrza Funga, Raimundo odpowiedział nachylając się do jej ucha:
- No co ty, przecież to ta zaawansowana technika zwana ,,niespodzianką Xiaolinu" Nie słuchałaś Mistrza?
Dziewczyna była tym niewyobrażalnie zaskoczona, przecież to co się teraz  tutaj dzieje wydarzyło się prawie dwa lata temu. Jak się znalazła spowrotem w klasztorze? Co jeszcze dziwniejsze było to że znalazła się w przeszłości, ale jak?
Ten natłok myśli przerwał Smok Wody który z niecierpliwością czekał aż dziewczyna stanie do walki, nie mógł ustać w miejscu podekscytowany tymi ćwiczeniami. Chcąc jakoś popędzić przyjaciółkę do treningu zaczął wykrzykiwać:
- Kimiko, nie myśl o różowych migdałach tylko wybierz Shen Gong Wu i zaczynajmy!
Smok Ognia wciąż była oszołomiona tym wszystkim, przez krótką chwilę nie mogła ruszyć się z miejsca. Mimo iż nie rozumiała tego co się dzieje, jakaś dziwna siła kazała jej stanąć do walki z Omim. Smok Wody wziął ze skrzyni monetę modliszki która dawała właścicielowi moc skoczności tego owada. Kimiko zaś wzięła trzecią rękę która była pasem owijanym wokół torsu, zakończonym z jednej strony trzema szponami. Magiczny przedmiot mógł się wyginać we wszystkie kierunki a także rozciągać na kilka metrów. Smok Ognia stanęła naprzeciw Żółto głowego po czym w ciszy czekała na sygnał Mistrza Funga. Gdy nauczyciel dał znak na rozpoczęcie treningu dziewczyna ruszyła w szybkim tempie na Smoka Wody przywołując jednocześnie moc swego magicznego przedmiotu.
- Trzecia ręka!
Niebieski pas ze szponami rozciągnął się i zaczął atakować Omiego z każdej strony. Mały chińczyk dzięki swojej monecie modliszki z łatwością unikał ciosów przyjaciółki. Przedmiot wspomógł także jego kontratak, w pewnej chwili Smok Wody tak obmyślił swój kolejny unik że przedmiot uderzył nie w niego a w Kimiko odrzucając ją do tyłu. Dziewczyna wpadła razem z Raimundem do małego oczka wodnego który znajdował się za nimi. Brazylijczyk jako pierwszy wydostał z wody po czym także pomógł Smokowi Ognia wyjść z wody. Kimiko nie chciała żeby tak wyszło aby ona i Rai byli cali mokrzy. Coś jej się tu nie zgadzało bo przecież w przeszłości Raimundo sam wpadł do wody, nie mniej jednak przeprosiła chłopaka za swój błąd:
- Przepraszam Rai, nie chciałam żeby tak wyszło.
Przy okazji Clay dodał kilka słów od siebie do Smoka Wiatru:
- Naucz się robić uniki kolego.
Raimundo podszedł do dziewczyny i z pretensją odpowiedział jej:
- Powinnaś się obudzić, wiesz?
Kimiko nie zrozumiała o co chodzi Brazylijczykowi więc zapytała:
- Co?
W tym samym czasie przed jej oczami zaczęła robić się ciemność a w uszach dudniło jakiejś osoby echo...
- Obudź się... Obudź się w końcu...



niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 18. Cz. 1.

No i dokonało się, magiczny przedmiot sprawił iż dziewczyna wkroczyła do świata niepojmowanego przez zwykłych ludzi. Miejsca w którym panem świata jest ten do którego należy umysł.
Nim Smok Ognia się zorientowała, znalazła się jakimś upiornym miejscu. Wszędzie panowała cisza i przyprawiająca o dreszcze ciemność, to co jedynie dawało się usłyszeć to jej cichy oddech i ledwie słyszalne bicie serca. Nie tak sobie wyobrażała wygląd tego miejsca, miejsca w którym rodzą się pomysły, marzenia, tajemnice, szczęście a także rozpacz, gniew i ból.
Przez krótką chwilę rozglądała się dookoła próbując znaleźć w ciemnościach jakiś punkt do którego mogłaby się skierować. Bała się postawić krok naprzód gdyż nie widziała co się może stać, jeśli stoi nad wielką przepaścią i spadnie w nią? Jej zapał do uratowania przyjaciela nagle zniknął a na jego miejscu zaczął się usadawiać strach, przez krótką chwilę chciała zrezygnować i wydostać spowrotem do swojego świata. W co ona najlepszego się wpakowała? Co powinna teraz zrobić? Jeżeli zrezygnuje z tej misji i wróci do reszty przyjaciół sama, Raimundo zostanie zgładzony aby ratować resztę świata przed dwoma tysiącami lat ciemności. Czuła że brak Raia w pobliżu siebie będzie tym samym co ryba bez wody albo pięść bez nosa, musiała się wziąć w garść i jakoś go uratować, lecz był mały z tym problem, Uniosła dłoń do czoła i przymrużając oczy powiedziała do siebie:
- Ech... Nic nie widzę.
Smok Ognia w końcu zdecydowała się na krok naprzód, niepewnie postawiła lewą stopę nieco dalej do przodu a potem prawą. Chwilę potem coś jej się przypomniało, no tak przecież włada straszliwym ogniem i może sobie nim oświetlić drogę, ale czemu dopiero teraz jej wpadło to do głowy? Nie wiele więcej myśląc wytworzyła na lewej dłoni mały płomyk ognia który nieco rozświetlił mrok. Blask światła pozwolił dziewczynie trochę pewniej się tutaj poczuć. Promienie oświetlały jej drogę jedynie na dwa, może trzy metry, zaczęła kierować się prosto przed siebie choć to było trudne. Dookoła niej nic nie było widać, żadnych ścian, drzew czy coś podobnego, można by tamto miejsce porównać do nicości kosmosu czy odmętów oceanu. Jedyne co tam dostrzegała to ziemia, pomarańczowo fioletowy piach pod jej stopami, bardzo to było dziwne i zastanawiające. Skąd tutaj ziemia? I co to w ogóle za miejsce bez życia? Po kilku minutach marszu stanęła w miejscu, przecież to bez sensu iść naprzód nie mając pojęcia gdzie dojdziesz i czy w ogóle tam się dostaniesz. Kimiko spojżała na zegarek na prawej dłoni, już dziewięć minut bezowocnie chodzi po jakimś durnym ciemnym miejscu a czas teraz jest dla niej najważniejszy. Jak ma znaleźć tego durnego demona skoro nie ma pojęcia gdzie się sama znajduje? Nagle coś usłyszała za sobą, odwróciła się i zaczęła nerwowo rozglądać wysuwając przed siebie dłoń na której zapalony został ogień. Nic tam nie dostrzegła ale sekundę później ten sam dźwięk dotarł od jej lewej a potem prawej strony. Smok Ognia uniosła dłoń z płomieniem nad siebie aby oświetlić większy obszar w okół niej. W mrokach przed sobą zaczęła dostrzegać bardzo wiele par czerwonych oczu które pomału kierowały się w jej kierunku. Pomyślała że to jakiś jej zły sen i że to się nie dzieje naprawdę. Ogień oświetlał tylko małą część tego miejsca i nie mogła zobaczyć co się do niej zbliża, jedna z tych bestii dostała się w blask światła i pokazała swą postać. Szary stwór o krokodylej paszczy i ludzkiej posturze, czerwonych błyszczących oczach, długich szpiczastych uszach i długich rękach zakończonych szponami, nie posiadał nóg lecz lewitował jak jakiś duch . Kimiko zaczęła pomału wycofywać nie spuszczając z oka tego czegoś, już na jego widok przechodziły ją dreszcze a do niej zbliża się kilkanaście takich upiorów. Powoli cofała się próbując znaleźć jakiś sposób żeby z tamtąd uciec. Jeden ze stworów był już na tyle blisko dziewczyny że zaatakował ją próbując swymi szponiastymi dłońmi zabić Smoka Ognia. Kimiko widziała że stwór ma ją zamiar zabić, nim ją dosięgnął szponami ta nagle znikła. Dziewczyna spadała w ciemność, nie widziała że za nią znajdowała się jakaś rozpadlina i wpadła do niej by po dwóch sekundach uderzyć o ziemię na dole.

czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 17. ,,Shen Gong Wu"

Po kilku godzinach lotu mnisi byli już bardzo niedaleko celu podróży, Dojo nakazał przywódcy wylądować na małej polanie u podnóża góry. Chłopak delikatnie posadził maszynę na ziemi i otworzył wyjście.
 Kimiko wychodząc z manty zaczęła narzekać na Smoka Wiatru.
- Ostatni raz kierujesz mantą...
Brazylijczyk próbował znaleźć jakiś argument dzięki któremu mógł okazać swoją niewinność w złym prowadzeniu maszyny.
- No co ja poradzę, te ptaki pojawiły się z znikąd.
Dojo nie chcąc słuchać ich kłótni spróbował załagodzić spór.
- Ej dzieciaki, nie ma czasu na darcie kotów, Shen Gong Wu jest teraz ważniejsze.
Omi nie zrozumiał słów gekona, więc poprosił Smoka Ziemi o sprostowanie tego tematu.
- Clay, Kimiko i Raimundo obdzierali koty?
Kowboj w tym momencie rozglądał się w poszukiwaniu tego magicznego przedmiotu po który tu przybyli. Usłyszał mnicha lecz mu nie odpowiedział gdyż zjawił się Jack Spicer ze swoimi robotami. Smok wody krzyknął na czerwonowłosego.
- Jeżeli tu przybyłeś aby się poddać to dobrze zrobiłeś, lecz jeśli nie to szykuj się na klęskę!
Spicer zaśmiał się w kierunku mnicha po czym przedrzeźnił go:
- Jeśli nie to szykuj się na klęskę... Koleś jesteś bardziej nadęty niż ja.
Po tych słowach wydał rozkaz do swoich robotów.
- Jack-boty do ataku!!!
Raimundo rozkazał wojownikom wykonać formację Oriona, czwórka smoków ustawiła się  w szyku bojowym i krzyknęła.
- Figura czterech smoków, formacja Oriona!!!
w tej chwili Kimiko, Omi i Clay przybrali kolor swego żywiołu, lecz nie ich Przywódca który wciąż wyglądał zwyczajnie a konkretniej rzecz biorąc nie przybrał barwy swego żywiołu.
Wojownicy nie mieli czasu aby się zastanawiać nad tym zdarzeniem gdyż musieli walczyć z robotami. W bardzo krótkim czasie zniszczyli roboty które ich atakowały, choć przywódca miał pewne problemy ze zniszczeniem swojego robo-przeciwnika.
Kilkukrotnie próbował przywołać swój żywioł lecz bezskutecznie, denerwowało go to że jego moc nie chce się pod porządkować jego woli. Zaczął się zastanawiać czy nie stracił swojej mocy, zaś jeśli tak, to czy stracił ją nieodwracalnie, mimo to udało mu się zniszczyć robota. Mnisi wrócili do swoich dawnych postaci zaś Spicer w tym czasie uciekł. Przywódca otrzepał spodnie z kurzu i odrzekł do reszty:
- Dobra robota drużyno, byle nie zardzewieć.
Brazylijczyk postawił kilka kroków, lecz na jego drodze stanęła Kimiko z pytającą miną.
- Możesz nam to wytłumaczyć?
Przywódca nie rozumiał o co chodzi dziewczynie.
- O co ci chodzi? Przecież załatwiliśmy roboty.
Japonka wskazała dłonią na Claya i Omiego mówiąc:
- To my załatwiliśmy roboty, ty ledwo dałeś rade jednemu...
Smok Wiatru założył ręce na piersi i z pretensją odpowiedział Japonce:
- Ej, no co? Każdy ma słabszy dzień, nie?
Do rozmowy przyłączył się Smok Ziemi który przysłuchiwał się rozmowie:
- Wydaje mi się że powinieneś dać sobie spokój na jakiś czas z walkami, przynajmniej do czasu aż wrócisz do dawnej formy.
Raimundowi nie podobał się pomysł kowboja, po co ma darować sobie walki skoro dobrze się czuje:
- Przecież nic mi nie jest, rany się zagoiły... No poza tą na czole, ale i tak jestem w sta...
Smok Ognia zakryła dłonią usta Brazylijczyka jednocześnie mówiąc nieco podniesionym głosem:
- Koniec, kropka. Masz szlaban na uczestniczenie w walkach.
Przywódca zabrał dłoń dziewczyny ze swojej twarzy po czym dodał znudzonym głosem.
- A jeżeli go nie będę przestrzegał to co? Zatłuczesz mnie? Znów obijesz mi ramie?
Dziewczyna ze spokojem odpowiedziała na odzywkę Smoka Wiatru.
- Żeby tylko...
Raimundo darował sobie grabienie u Japonki choć bardzo lubił to robić, podszedł do Claya i wezwał Doja który skrył się w jego kapeluszu.
- Dojo którędy po to Wu?
Zielono łuski smok wychylił łeb spod kapelusza, rozejrzał się po okolicy czy nie ma potencjalnego niebezpieczeństwa. Widząc iż nic mu nie grozi wypełzł spod kapelusza i przez krótką chwilę rozglądał po czym wskazał łapą kierunek.
- W tamtą stronę...
Mnisi ruszyli w kierunku wskazywanym przez smoka, Dojo miał powody podejrzewać iż magiczny przedmiot znajduje się gdzieś niedaleko więc nakazał im się uważnie rozglądać po okolicy.
W tym czasie Claya nurtowało jedno pytanie które zadał do reszty drużyny:
- Widzieliście że Raimundo nie przybrał koloru swojego żywiołu podczas walki?
Smok Ognia zupełnie zapomniała o to zapytać Raia, jednak przywódca szedł kilka metrów przed nimi i wyraźnie nie miał ochoty iść razem z całą drużyną. Kimiko odpowiedziała do reszty po czym ruszyła dogonić przywódcę.
- Zaraz się tego dowiemy.
Gdy dziewczyna zbliżała się do Brazylijczyka ten nagle stanął w bezruchu, podeszła do Smoka Wiatru i zaczęła wydobywać z siebie słowa lecz chłopak szybkim ruchem zasłonił usta dziewczyny i nakazał jej zachować cisze.
Kilkanaście metrów od Wojownków znajdowała się Wuya która przedzierała się przez kolczaste krzewy a tuż za nią podążała Ray ciągle narzekając na Wiedźmę:
- Nie mogłaś wybrać łatwiejszej trasy? Jestem cała brudna i liściach, już nie wspomnę o gałęziach we włosach.
Wiedźma nie zważała na lamenty towarzyszki dalej przedzierając się przez krzewy.
- Oj daj spokój, przecież nie jest tak źle a z kilka chwil znajdziemy Wu i wrócimy do pałacu.
Raimundo przysłuchiwał się ich rozmowom po czym zwrócił się do Doja aby ten rozdał drużynie ich Shen gong wu. Smok posłusznie wykonał polecenie, w pewnej chwili usłyszał dziwne ale też przyjemne dla ucha syczenie. Gekon odwrócił się w stronę dobiegającego odgłosu i ujrzał ogromnego węża który przyglądał się mu z ciekawością. Dojo ze strachu zaczął krzyczeć zdradzając tym samym swoją pozycję Heylińskim wojowniczkom.
Ray usłyszała czyjeś wrzaski,  spojrzała  kierunku z którego one dobiegały i ujrzała Xiaolińskich mnichów i jego. Przed jej oczyma znajdował się przywódca którego uważała za zabitego, jego i jej oczy przez chwilę pożerały się nawzajem. Aż w pewnej chwili białowłosa wojowniczka krzyknęła w stronę przywódcy:
- Ty...!!!?
Smok Wiatru wyjął zza siebie ostrze nebuli i odkrzyknął w kierunku Ray:
- Nie... Ty!!!
Chłopak zerwał się i  ruszył na Heylińską wojowniczkę, jednak w porę zatrzymała go Kimiko która popatrzyła na brazylijczyka i szybko odpowiedziała:
- My się nimi zajmiemy, a ty masz się nie angażować... Jasne?
Nim Przywódca zdążył odpowiedzieć Dziewczynie ona już atakowała Ray wraz z resztą przyjaciół, nie wiedząc czy usłyszą go krzyknął w ich stronę.
- Nie dacie jej rady!!!
Raimundo nie miał zamiaru stać bezczynnie i ruszył pomóc przyjaciołom, nim do nich dotarł spostrzegł iż Ray zamienia się z Wuyą miejscami. Teraz Wuya sama walczyła z jego przyjaciółmi zaś białowłosa kierowała w miejsce z którego wydobywał się oślepiający blask. Przywódca zrozumiał iż ona zmierza po shen gong wu, pobiegł w kierunku przedmiotu przypominającego królewskie berło i zabrał go dosłownie spod ręki dziewczyny.  Ray tym nie była zadowolona i ruszyła za Brazylijczykiem. Smok Wiatru wiedział iż bez swoich mocy jest łatwym celem, dlatego co sił próbował wrócić do reszty przyjaciół. Białowłosa była znudzona tym bieganiem za przywódcą, zatrzymała się i złamawszy zakaz Chasa użyła magi. Wyczarowała identyczną jak wcześniej, czarną kulę energii i rzuciła w kierunku przywódcy:
- Żebym cię więcej na tym świecie nie widziała!!!
Chłopak zauważywszy to spróbował się bronić nowym Shen Gong Wu, niestety nie wiedział co potrafi i jak ma przyzwać jego moc nie znając jego nazwy. Odruchowo zasłonił się przedmiotem zanim kula w niego uderzyła, w wyniku uderzenia przywódca odleciał kilka metrów i z niewielkiej wysokości spadł na ziemię.
Dziewczyna zaśmiała się złowieszczo po czym podeszła do nie ruszającego się Smoka Wiatru aby zabrać magiczny przedmiot.
Gdy dotknęła przedmiot na jej dłoni znalazła się ręka przywódcy który z budzącym dreszcze głosem zabronił jej dotykania przedmiotu.
- Nie waż się tego dotykać...
Ray nie usłuchała i chwyciła przedmiot, pożałowała tej decyzji gdyż  została odrzucona na paręnaście metrów przez leżącego Przywódcę. W czasie gdy białowłosa wojowniczka podnosiła się z ziemi przywódca już stał o własnych siłach. Stojąc kilka metrów przed nią zaczął oglądać swoje dłonie i uszy tak jakby je po raz pierwszy w życiu widział. Dziewczyna wyraźnie słyszała zmieniony głos przywódcy który był bardziej mroczny, zaś jego oczy które zwykle były barwy zielonej stały się w połowie czerwone. Zdezorientowana dziewczyna nie rozumiała co się stało i co powinna zrobić.
Chwilę później przywódca zwrócił się do Ray:
- Powinienem ci podziękować za uwolnienie mnie z tego więzienia, niestety podziękowania mi się wyczerpały jakieś 1500 lat temu.
Dziewczyna zrozumiała iż w jakiś sposób uwolniła kogoś lub coś co było zamknięte w tym przedmiocie. W tym momencie Brazylijczyk uniósł dłonie ku górze i zaczął obłaskawiać moc wiatru, niebo pociemniało a chmury zaczęły zataczać koła nad głową Smoka Wiatru. Raimundo zaczął kierować się w kierunku białowłosej z półuśmiechem na twarzy zaś dziewczyna przestraszyła się tego grymasu i zaczęła cofać do tyłu:
- Kim jesteś?
Chłopak odpowiedział mrożącym głosem.
- Twoim koszmarem...
Wiatr wydobył się z dłoni Smoka wiatru i zaczął kierować ku dziewczynie, wietrzny pocisk leciał w jej kierunku tworząc głębokie zagłębienie w ziemi świadczące o potędze tego ciosu.
Pocisk uderzył w dziewczynę z wielkim hukiem, wojowniczka została odrzucona kilkadziesiąt metrów od Raimunda, Bardzo szybko przeleciała obok mnichów walczących z Wuyą i uderzyła w nieopodal rosnące drzewo.
Wojownicy Xiaolin i wiedźma zaprzestali walki by spojrzeć na dziewczynę która uderzywszy w twardy przedmiot opada na ziemię ciężko oddychając. Wuya skierowała wzrok na miejsce z którego Ray prawdo podobnie została wyrzucona, w tamtym miejscu unosił się gęsty kurz który delikatnie opadał na ziemię z wolna odkrywając idącego w ich kierunku Przywódcę. Nim Wiedźma zdołała cokolwiek począć otrzymała cios od niego i upadła obok białowłosej. Wuya nie wiedziała co się właściwie dzieje, instynkt kazał jej wycofać się stamtąd, chociaż chciała zmierzyć się z Brazylijczykiem momentalnie zniechęcało ją spoglądanie na mocno poturbowaną towarzyszkę.
Szybko uniosła się i podniosła Ray po czym zaczęła wycofywać z białowłosą w głąb lasu.
- To jeszcze nie koniec Mnisi z klasztoru Xiaolin! Zobaczycie!!!
Smok Wiatru wciąż szedł w kierunku uciekających Heylińskih wojowniczek, nie spoglądał na niewyobrażalnie zaskoczonych przyjaciół tylko wciąż pewnie szedł przed siebie. Po chwili mnisi oprzytomnieli i ruszyli na przywódcę aby pogratulować mu czynu, Clay już z daleka radośnie krzyczał do przyjaciela:
- Brawo!!! Przywódco! Ja cie, to było nie sam...
Smok Wiatru spostrzegł gł mnichów zmierzających w jego kierunku, prawdo podobnie uznał to za atak na niego i przy pomocy wiatru odrzucił całą trójkę na kilka metrów do tyłu. Jego przyjaciele byli w nie lada szoku po tym jak przywódca ich zaatakował, Kimiko pomału podniosła się z ziemi i lekko zdenerwowana krzyknęła do Przywódcy.
- Rai! Co ci odbiło żeby nas atakować!?
Smok Wiatru nic się nie odzywał w czasie gdy mnisi wstawali po upadku.
Omi nie wiedział co miał znaczyć ten atak i w jakim celu to zrobił... Podniósłszy się zaczął szybko iść w kierunku Smoka Wiatru mówiąc:
- Raimundo, przyjacielu...
Przywódca nie wzruszenie stał w miejscu aż mały mnich zbliżył się do niego na kilka metrów po czym przy pomocy swego żywiołu bardzo szybko znalazł się obok żółto głowego i posłał mu silne kopnięcie w tors. Cios sprawił iż odrzuciło  Smoka Wody na resztę mnichów.
Clay spostrzegł iż mały mnich zemdlał, nie chciał lecz musiał zainterweniować na wrogość przywódcy. Ruszył w kierunku przywódcy poprawiając kowbojskie rękawice na dłoniach:
- Raimundo, co ci strzeliło do głowy!?
Przywódca po raz kolejny przywołał swój żywioł i cisnął powietrzny pocisk w Smoka Ziemi który bez problemowo zdmuchnął Kowboja i rzucił na Kimiko i Omiego.
Dziewczyna nie pojmowała tego co się dzieje:
- Co mu się stało? Nie zachowuje się normalnie?
W tym momencie z leżącego obok kapelusza Claya wydobył się Dojo który od razu krzyknął w stronę przywódcy?
- Raimundo co cię do licha ugryzło?
Gekon przez chwilę patrzył na cwaniacki uśmieszek Smoka Wiatru, jednakże szybko przykuł wzrok na jego dziwne oczy. Pobladł widząc jego czerwono-zielone tęczówki. Wszystkie łuski uniosły się na jego ciele, szybko oprzytomniał i zwiększył do dużych rozmiarów po czym bardzo wysokim głosem rozkazał mnichom wsiąść na niego.
- Jazda! Wskakujcie!!! to chyba jakiś zły sen!!!
Mnisi powoli zaczęli się  wycofywać w stronę Doja, wciąż patrzyli na poczynania przywódcy który w tamtej chwili unosił dłonie w stronę nieba. Kimiko nie chciała po raz kolejny patrzeć jak Raimundo od nich odchodzi i wbrew rozkazowi Smoka zaczęła zmierzać w kierunku Brazylijczyka. Dojo zauważywszy to krzyknął w jej kierunku tak głośno jak tylko potrafił.
- Nie zbliżaj się do niego!!! Natychmiast wracaj jeśli ci życie miłe!!!                                  
W tym czasie wiatr za sprawą przywódcy mocno przybrał na sile praktycznie uniemożliwiając dotarcie do niego. Mimo to dziewczyna opierała się żywiołowi zbliżając się na ok pięć metrów od Raimunda:
- Rai!!! Co się z tobą dzieje?! Jak możesz nas... Swoich przyjaciół atakować!!!? Uspokój się wreszcie!
Smok Wiatru nie przestając panować nad wiatrem zwrócił uwagę na Japonkę i chłodnym głosem zapytał:
- A kim że jesteś aby mi rozkazywać?
Dziewczyna po raz pierwszy usłyszała dziwny głos przyjaciela, już w czasie jego odpowiedzi zaczęły ją przechodzić dreszcze:
- Kim jesteś i co zrobiłeś z naszym przywódcą?!
Chłopak opuścił dłonie i w geście zastanowienia złapał się dłonią za podbródek.
- Hmm... cóż, więc pytasz o właściciela tego ciała?
Kimiko wściekła się i krzyknęła na zarozumiałego przywódcę:
- Masz nam natychmiast oddać naszego przywódcę kimkolwiek jesteś!!!
Brazylijczyk na chwilę splótł dłonie na piersi, po czym cwaniacko odpowiedział jej:
- Niestety złotko, ale nie mogę tego dla ciebie zrobić, co dla twojego zrozumienia znaczy nie. Wiesz, ponieważ mam dziś dobry humor to was nie zabiję, choć powinienem.
Przywódca odwrócił się od dziewczyny i zaczął kierować w stronę lasu graniczącego z Doliną Nie tutaj. Smok Ognia wpadła we wściekłość i przywoławszy swój żywioł ruszyła na chłopaka.
- Oddawaj go, już!!! Mars Wudai Ogień!!!
Z dłoni dziewczyny wystrzeliła kula ognia która bardzo szybko zmierzała w stronę Brazylijczyka, ten natomiast odwróciwszy się machnął ręką w kierunku kuli ognia. Ognisty pocisk został zdmuchnięty przez wiatr i znikł, jednak przywódca po sekundzie rzucił kolejny podmuch który tym razem zmierzał w stronę dziewczyny. Wiatru uderzył w Japonkę i wyrzucił ją w powietrze na kilkadziesiąt metrów. Kimiko przez chwilę wzbijała się w górę, jednak po chwili sytuacja się odwróciła i zaczęła gwałtownie opadać krzycząc:
- Raimundooo!!!
Przywódca momentalnie złapał się za głowę, poczuł dotkliwy ból w jej tylnej części i pod jego wpływem padł na kolana wciąż trzymając się za bolące miejsce.
W tym samym czasie Dojo zauważył spadającą dziewczynę która za kilka sekund miała rozbić się o ziemię. Smok wzbił się w powietrze, zwinnie chwycił ją łapą za ramię i odpowiedział ze zdenerwowaniem:
- Kiedy w końcu zaczniecie mnie słuchać?! Jeżeli każę wsiadać bez gadania to chyba nie proszę o herbatę i ciastka?!
Smok z trójką mnichów na grzbiecie w bardzo szybkim tempie zaczął kierować się w stronę klasztoru odległego o kilka godzin lotu.
Tymczasem pozostawiony na ziemi przywódca doszedł do siebie po dotkliwym bólu który pojawił się znikąd. Podniósłwszy się zaczął zmierzać w kierunku lasu za którym znajdowała się kraina pod panowaniem Chasa Younga.
...
Po drugiej stronie lasu Heylińskie wojowniczki zbliżały się do głównej bramy pałacu, Ray z trudem stawiała krok za krokiem, do tej chwili sądziła że Chaes Young jest jedyną osobą na ziemi która mogła by ją pokonać lecz bolące ramię samo mówiło za siebie. Cóż więc smak klęski ciężko przechodził jej przez gardło. Wiedźma która szła kilka metrów przed nią ciągle przyspieszała kroku.
- Wuya, co tak pędzisz? Zaczekaj na mnie...
I właśnie w tym momencie białowłosa potknąwszy się o kamień upadła na ziemię, lecz w Wiedźmie idącej przed nią nie wzbudziło najmniejszego zainteresowania, dalej kroczyła w stronę bramy która była już paręnaście metrów przed nią. Ray podniosła się i wolnym krokiem ruszyła dalej za Wiedźmą. Po kilku minutach obie dotarły do wielkich wrót dzielących je od wnętrza pałacu, Wejście o dziwo było szeroko otwarte, jakby zapraszało do wnętrza kompleksu. Tusz po ich przekroczeniu progu z impetem zamknęły się wrota prowadzące na zewnątrz a w okół zaskoczonych wojowniczek zaczęli pojawiać się żołnierze Chasa przemienieni w tygrysy, lamparty i inne niebezpieczne stworzenia lądowe. Dzikie koty okrążały wojowniczki z każdym pełnym okrążeniem zacieśniając pętlę. Nagle z miejsca w które nie docierały promienie słońca wyłonił się Książe zła:
- A gdzież to moje panie były?
Wuyi zdarzały się podobne sytuacje w przeszłości i potrafiła w pewnym stopniu zmanipulować Chasa na swą kożyść. Patrząc na swoją towarzyszkę odrzekła do władcy.
- Jak to gdzie? Na zakupach rzecz jasna, byłyśmy w kilku galeriach i butikach wybrać coś dla naszej Ray... Prawda? (zwróciła się do niej)
Białowłosa równie szybko przyznała rację wiedźmie:
- No w sumie to byłyśmy też w grotach rozpaczy na małym seansie...
Za wojowniczkami uchyliła się brama wejściowa przez którą wbiegł jeden z tygrysich szpiegów Chasa, przebiegł obok dziewczyn i zatrzymał się dopiero przed władcą,w tym czasie przemienił się w swą ludzką postać i oddał Księciowi pokłon. W milczeniu patrzył na twarz swego pana. Young miał niezwykły dar dający mu moc czytania w myślach, lecz mógł go używać jedynie na swoich niewolnikach i żołnierzach. Wystarczyło jedno spojrzenie Księcia w głąb oka szpiega by władca wiedział co on ma do powiedzenia a ponieważ szpieg podążał przez cały czas za wojowniczkami wiedział o wszystkim co czyniły w tym dniu. Wieści rozgniewały Księcia tak bardzo że stracił kontrolę nad sobą i przypadkowo przemienił w swą prawdziwą postać. Jaszczur wybiegł z cienia i w bestialskim tempie ruszył na wojowniczki które nie miały możliwości poruszenia się za sprawą tygrysów otaczających je. Chase przeskoczył nad dzikimi kotami lądując w środku kręgu, Z dużą dozą temperamentu i złości krzyczał na wojowniczki choć mógł je bez problemu zabić:
- Za kogo wy mnie macie?!!! Wychodzicie sobie od tak! W dodatku szukać Shen Gong Wu!!! W dodatku nie przestrzegacie zakazu używania magii!!!
Wuya miała inne zdanie na ten temat i odezwała się bez zezwolenia:
- Ale to nie...
Książę nagle ryknął na wiedźmę tak mocno że prawie ją to ogłuszyło po czym kontynuował:
- Zamilcz!!! Wynoś się do swojej komnaty i nie waż się z niej na krok wychodzić!!!
Wiedźma lekko się uśmiechnęła i bardzo cicho rzuciła słowo w stronę Ray:
- Powodzenia.
Wuya odchodziła do swojego pokoju w eskorcie dwunastu kotów które miały dopilnować aby tam dotarła i nie wychodziła, a w razie jej nieposłuszeństwa tygrysy otrzymały nakaz dodania jej do swojej karty obiadowej.
Władca zła przez krótki moment patrzył w stronę wychodzącej Wiedźmy, zastanawiał się jak ma się pozbyć tej jędzy z pałacu. W tym czasie Ray próbowała jakoś wyratować się z tej sytuacji:
- Chase, ja wszystko ci wyjaśnię...
Książę nie miał ochoty słuchać tłumaczeń dziewczyny, wściekły uderzył ją swym ogonem, białowłosa w wyniku uderzenia upadła na posadzkę kilka metrów od władcy.
- Nie ma z ciebie żadnego pożytku! Wymykasz się z tą wiedźmą bez zastanowienia! Nie zabijasz Przywódcy Xiaolin! Nie stawiasz się na wyznaczonym treningu, łamiesz zakaz korzystania z czarów, okłamujesz minie patrząc mi prosto w twarz a w dodatku okradasz!!!
Dziewczyna nie rozumiała o co chodzi Jaszczurowi:
- Nigdy w życiu bym cię nie okradła, przysięgam...
W tym momencie jeden z tygrysów podszedł od tyłu do dziewczyny i zwinnie złapał zębami za sznurek który wystawał z jej kieszeni. Okazało się że miała przy sobie Yo-yo Yin które należało do Chasa. Dziewczyna zupełnie o tym przedmiocie zapomniała lecz miała zamiar z powrotem je odłożyć na miejsce. Straciwszy pewność siebie, odczołgiwała się od zmierzającego w jej kierunku jaszczura lecz na próżno, Jaszczur zmierzał w jej kierunku dosyć szybkim krokiem.
Ray ponownie zaczęła bronić swoje dobre imię:
- Chase, ja, ja wszystko ci wytłumaczę, przysięgam ci że to się więcej nie powtórzy...
Władca zła po raz kolejny zadał dziewczynie cios swym ogonem, odrzucają ją pod bramy pałacu:
- Masz rację to już więcej się nie powtórzy...
Jaszczur w towarzystwie swoich tygrysów dalej zmierzał w kierunku dziewczyny która już odczuła  na sobie piętno śmierci które wypali na niej sam Książę zła. Lecz gdy Young był kilkanaście metrów od wojowniczki wypowiedział do niej ostatnie zdanie:
- Opuścić mój pałac i tereny znajdujące się pod moim panowaniem i nigdy nie wracaj!!!
Poraniona i wykończona dziewczyna nie wierzyła słowom Księcia, nie przyjmowała tego do wiadomości. Zawsze chciała być obok najpotężniejszego człowieka na ziemi, lecz przez swą głupotę i brak dyscypliny jej marzenie rozpadało się w pył.
- Nie możesz...!
Chase po raz ostatni, surowym głosem ponowił rozkaz:
- Wynoś się stąd!!!
Tygrysy wolny krokiem ruszyły w kierunku białowłosej aby dokończyć dzieło swojego pana, dziewczyna widząc to z trudem się podniosła i kulejąc zaczęła stamtąd uciekać w kierunku najbliższej granicy doliny nie tutaj. Po odejściu od pałacu na odległość kilkudziestu metrów zatrzymała się i obejrzała za siebie w stronę Księcia który wraz z kocimi wojownikami wchodził do pałacu a za nim zamykają się wielkie kamienne wrota. Dziewczyna spuściła wzrok ku dołowi po czym ruszyła dalej zagłębiając się w ciemności lasu.
...
Kilkanaście minut po tym zdarzeniu wewnątrz pałacu zapanowała głucha cisza. Niczego nie było słychać, dźwięk wiatru zazwyczaj odbijającego się w pustych korytarzach nie okazywał obecności. W wielkiej sali audiencyjnej znajdował się tron Księcia zła, mężczyzna w ciszy siedział na nim delikatnie głaszcząc za uchem jednego z tygrysów. Znalazł się w dziwnej sytuacji, musiał wygnać kogoś z kim wiązał nadzieje na zniszczenie dobra i niezbyt dobrze się z tym czuł. Lecz okazując łaskę dowiódłby swej uległości i słabości co nigdy nie ma prawa się stać. W pewnej chwili jeden z kotów leżących obok tronu uniósł łeb dając sygnał iż dzieje się coś niepokojącego. Sekundę później brama wejściowa do wnętrza zamku wybuchła stając się stertą gruzu, we wznoszącym się pyle dawało się dostrzec sylwetkę jakiejś osoby kierującej się do wnętrza kompleksu. Z pyłu wydostała się postać Przywódcy Xiaolin zmierzającego w stronę schodów prowadzących do władcy. Jednakże nim dotarł do nich został zatrzymany przez tygrysią armię, stojącą murem naprzeciw Smoka Wiatru. Chłopak nie zatrzymywał się, zmierzał naprzeciw dzikich kotów które swym rykiem zakazywały zbliżania do nich. W końcu brak reakcji przywódcy na groźby rozwścieczyły tygrysy które rzuciły się w Stronę Raimunda. Ten natomiast przywołał swój żywioł i stworzył z odrobiny wiatru bicz którym mocno uderzył w podłogę pomiędzy kotami, podmuch rozrzucił wojowników pod ściany pałacu.
Po tym ataku większość z kotów nie była w stanie walczyć zaś reszta z trudem podnosiła się na łapy. W między czasie Smok Wiatru już się wspinał po stromych schodach do momentu aż stanął przed obliczem Chasa Younga. Przez chwilę oboje mierzyli się wzrokiem po czym Książę odrzekł do niespodziewanego gościa:
- Czego tu szukasz? Owadzie...
Brazylijczyk spojrzał głęboko w jaszczurze i oczy odparł mocno zmienionym głosem:
- Nie poznajesz mnie, prawda?
Young nie był w nastroju do odgadywania tego typu zagadek, zwłaszcza iż zadawał je przywódca Xiaolin:
- Nie rozmawiam ze swymi wrogami... Smoku Wiatru,  naiwnych nauk Xiaoln.
Po tych słowach Książę rzucił się na Chłopaka, jednakże przywódca wciąż nie wzruszenie stał w miejscu. Yuong nie spodziewał się że Brazylijczyk związawszy się z otaczającym powietrzem stał się duchem dzięki czemu po prosu przeleciał przez niego nie sprawiając mu żadnej szkody.
Przywódca szybko wrócił do dawnej materialistycznej postaci, a ponieważ jaszczur w tym samym momencie stał tyłem do niego posłał mu silne kopnięcie w plecy wzmocnione siłą wiatru. Książę został odepchnięty parę metrów do przodu lecz nim zdążył się odwrócić został powalony na ziemię przez Brazylijczyka który przy okazji do jego skroni przyłożył ostrze nebuli:
- A teraz mnie poznajesz?
Young nic sobie nie robił z sytuacji w jakiej się znalazł, z uśmiechem patrzył na Wojownika Shoku czekając aż spróbuje on dopełnić swoje zadanie, lecz ostateczny cios nie nadszedł. Jaszczur w końcu dostrzegł oczy przywódcy a w nich szalejące piekło, wówczas słowa przywódcy ,,poznajesz mnie?" nabrały nowego sensu. Jaszczurowaty był w nie lada zaskoczeniu tym co właśnie się dzieje i z tego powodu zapytał Raimunda:
- Jak...?
Przywódca odłożył miecz i chwycił Younga za dłoń po czym pomógł mu wstać. Książę wciąż był szoku, jednak trzeźwość umysłu sprawiła iż znów zapłonęła w nim chęć panowania nad całym światem która stała się tak realna jak on sam. Wreszcie chytry uśmiech Younga zamienił się w długi, złowieszczy śmiech.
...
W tym samym czasie do klasztoru Xiaolin z dużą prędkością wleciał Dojo który od walki w lesie nie wydał z siebie ani słowa. Przeleciał niebezpiecznie nisko nad zewnętrznymi murami klasztoru. Smok zwinnie lawirował między budynkami po czym wylądował dokładnie przed Budynkami rady starszych i osobistej kwatery Mistrza Funga. Smok ognia zeskoczyła ze Smoka jeszcze zanim ostatecznie wylądował i pobiegła co sił w stronę budynku ich mistrza. Wbiegła do środka i po przebiegnięciu kilku metrów bez zapukania otworzyła drzwi po jej prawej stronie. Na przeciw niej znajdowało się biurko przy którym siedział Mistrz, Wbiegła jak burza do pokoju lecz przez swoje roztargnienie potknęła się o próg i upadła na podłogę. Mistrz widząc to poderwał się z krzesła i podbiegł do dziewczyny aby jej pomóc wstać:
- Kimiko, nic ci się nie stało?
Japonka z pomocą mistrza wstała, po czym na tychmiast wtuliła w niego płacząc i wydając z siebie nie zrozumiałe urywki słów. Nauczyciel przed nią przyklęk i zapytał:
- Już dobrze, spokojnie. Powiedz co się stało.
Dziewczyna nie potrafiła zebrać słów w jedno konkretne zdanie wciąż wciskając się w pierś Mentora.
Po chwili zdyszani przybiegli Clay i Omi, mały mnich już od samego progu krzyczał w stronę mistrza starając się zachować spokój:
- Mistrzu! Mistrzu Fung, stało się coś strasznego!!!
Nauczyciel od razu przykuł wzrok na małego mnicha.
- Co się stało?!
Clay wyprzedził żółto głowego i odpowiedział:
- Raimundo oszalał! Kompletnie zwariował!!! Rzucił się na nas jak wściekły, zagłodzony wilk na kawał mięsa...
Mistrz słuchał tego jednocześnie próbując uspokoić dziewczynę, nie wiedział jak rozumieć i co miało by znaczyć takie postępowanie Smoka Wiatru. Chcąc zebrać więcej informacji o tym zajściu zapytał:
- Jak do tego doszło? I gdzie on teraz jest?
Kowboj próbował z całego dnia wyciągnąć najważniejsze rzeczy, w końcu zaczął opowiadać lecz Kimiko nie dała mu dojść do słowa, przez łzy odrzekła do Mistrza.
- To nie mógł być Rai, on tego by nie zrobił... Coś mu musiało się stać.
Na tym zakończyła, nie obchodziło ją to że przyjaciele na nią patrzą ze zdziwieniem. Zawsze sądzili że tak twarda dziewczyna jak ona nie powinna płakać.
Do pokoju wpadł Dojo który miał założony na łeb żółty kask budowlany, trzymający w łapach kilka desek i młotek. Przerażony Gekon szybko podpełzł do najbliższego okna i zaczął do niego przybijać deski, uderzając młotkiem raz za razem jakby oszalał. W mgnieniu oka zabrał się za kolejne i kolejne okno. Clay lekko zaniepokoił się o gadziego przyjaciela, podszedł do niego i złapał w dłonie próbując oderwać go od tej czynności. Dojo nie miał zamiaru przestać zabijać okna, obiema łapami mocno złapał się jednej z przybitych już sztachet.
- Zostaw!!! Ja nie chcę umierać...
Kowboj w końcu oderwał smoka od deski mówiąc:
- W porządku kolego, nikt cię nie zabije ale co ty u licha kombinujesz?
Dojo z przerażeniem w oczach nakrzyczał na Smoka ziemi.
- Nic nie jest w porządku!!! Lada chwila wszyscy zginiemy... On w każdej chwili może tu przyjść!!!
Clay nic z tego nie zrozumiał co gekon próbuje mu powiedzieć?
- Co ty bredzisz? Niby co się stanie i kto cię tak przeraża?
Zielono-łuski wskoczył na pierś kowboja i przyciągnął jego kołnierzyk do siebie.
- Raimundo...
Omi słyszał wszystko o czym mówił smok lecz nie rozumiał dlaczego miałby się bać Raimuna?
- To Raimunda się tak obawiasz? Przecież jest naszym przyjacielem.
Gekon zeskoczył z Claya i szybko podpełzł do Omiego i w identyczny sposób wskoczył i złapał za kołnierzyk Mówiąc spokojniejszym lecz dalej przerażonym głosem.
- Nie, nie samego Raimunda tylko tego który zawładnął jego ciałem. Jak tylko pomyślę że Kharr jest na wolności i w dodatku opętał naszego przywódcę! Ten demon jest tak potężny i niebezpieczny że aż mi łuski dęba stają!!!
Mistrz Fung usłyszawszy te słowa pobladł a jego oczy szeroko się otwarły. Oderwał się od płaczącej wojowniczki i odpowiedział do wybrańców:
- Jeżeli istotnie Dojo mówi prawdę to niech nas Bóg ma w swej opiece...
Clay dalej nie miał pojęcia o kim mówi smok i mistrz dlatego rzucił po pokoju pytanie:
- Kim jest ten Ghar czy jak mu tam...?
Mistrz Fung podszedł do wielkiego regału ze starożytnymi księgami i z najwyższej półki zabrał bardzo grubą księgę obłożoną w gadzią skórę z namalowanym na niej smoczym okiem.
Kładąc ją na swym biurku z jej zakamarków wydostały się tumany kurzu, otworzywszy ją i chwilę czegoś szukał w jej wnętrzu po czym odrzekł do wojowników.
-Kharr jest 1500 letnim demonem stworzonym podczas pierwszego pojedynku mistrzów w którym brali udział Wielki Mistrz Dashi i  Wuya. Został przez Wuyę stworzony do siania śmierci i terroru na świecie wraz znią. Jednak Dashi wygrał pojedynek i uwięził wiedźmę w magicznej szkatułce lecz demon wciąż siał spustoszenie, puki nie został zamknięty w magicznym artefakcie przez Mistrza Guan i Dashiego. Przedmiot w którym był zaklęty symbolizował Heylińską władzę pod postacią Berła cienia.
Mistrz Fung zamknąwszy księgę odrzekł do wybrańców z przerażeniem w oczach.
- Sądzę że Raimundo napadnie nasz klasztor jeszcze dziś, i nie spocznie póki nas wszystkich nie pozabija. Musimy za wszelką cenę bronić klasztoru, ostrzegę mnichów i pozostałe klasztory. Przygotujcie się do odparcia ataku.
Mistrz wybiegł ze swojego pokoju i dalej na zewnątrz po czym zniknął za drzwiami budynku starszyzny klasztoru. Chwilę później rozległ się dźwięk gongu alarmowego, słyszalnego nawet kilkaset kilometrów dalej. Po wyjściu mistrza Omi podszedł do siedzącej na podłodze Dziewczyny:
- Kimiko, czy wszystko śpiewa?
Dziewczyna wstała, otarła rękawem twarz i cichym głosem zwróciła się do malca:
- Nic mi nie jest, i nie mówi się czy wszystko śpiewa, tylko czy wszystko gra.
Po tym zdaniu Japonka wyszła z pokoju i znikła za framugą drzwi. Smok Wody uznał że nie udało się mu rozweselić przyjaciółki wymuszonym przez siebie błędem w zdaniu, choć zazwyczaj wszystkich to na ogół rozweselało tym razem nie podziałało. Omi i Clay wyszli z pokoju  zostawiając roztrzęsionego Doja samego w pokoju który chwilę później znów wpadł w szał zabijania okien.
...
Tymczasem w odległym o parę kilometrów lesie znajdowała się Białowłosa. Idąc tak wydeptaną ścieżką rozmyślała nad swym położeniem, co ma teraz zrobić? Dokąd się udać? Nawet nie myślała o powrocie do swego domu który znajdował się tak daleko, wykończona marszem w końcu doszła do niewielkiego wodospadu zastanawiając się jak niby ma go przekroczyć w takim stanie? Usiadła na pobliskim Kamieniu i zaczęła mówić do siebie:
- Co za kretyn! Jak mógł mnie tak po prostu wyrzucić? Co on sobie myśli? Że ma władzę nad wszystkim i wszystko mu wolno?! Jak...
Dziewczynie puściły nerwy, po jej policzkach zaczęły spływać maluteńkie łzy. Zakrywszy dłońmi twarz pogrążyła się w smutku. Siedziała tak przez kilka minut aż zza jej pleców dało się słyszeć trzask gałęzi pod czyimiś stopami, usłyszawszy to zerwała się na nogi i w gotowości do obrony stanęła naprzeciw wysokiego mężczyzny który zmierzał w jej kierunku. Ten ktoś miał na sobie Shaolińską szatę barwy pomarańczowej z czarnym, połyskującym pasem wokół jego torsu a w lewej dłoni trzymał bardzo długą halabardę z ostrzem o dziwnym kształcie. Ray ustawiwszy się w pozycji do ataku krzyknęła w stronę nieznajomego:
- Nie zbliżaj się!!! Kim jesteś i czego chcesz!?
Osobnik zatrzymał się kilka metrów od dziewczyny i spokojnym głosem odpowiedział:
- Sądziłem że panience coś się stało, w końcu któż błąka się po leśnych rozstępach szlochając?
Białowłosa wciąż była gotowa do walki mimo zmęczenia, nie miała za grosz zaufania do kogokolwiek po tym jak Wuya ją wystawiła Chasowi. Zachowując względny spokój ponowiła pytanie.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Kim jesteś i czego chcesz?!
Mężczyzna odpowiedział dziewczynie kłaniając jej się.
- Wybacz, jestem Mistrz Guan i pochodzę z Xiaolińskiego klasztoru. Mogę zapytać co robisz na tym odludziu i w takim stanie?
Ray trochę zdenerwowało to że ma przed sobą wroga z Xiaolin i nie mogła go zaatakować gdyż wykończona i poobijana nie ma za dużych szans z potężnie zbudowanym mnichem Shaolin.
Surowszym głosem odrzekła do Mnicha:
- Nie twoja sprawa. Zostaw mnie w spokoju!
Mistrz Guan Ukłonił się po raz kolejny:
- Najmocniej cię przepraszam, Sądziłem że będziesz zainteresowana moją pomocą.
Mistrz odwróciwszy się od niej zaczął odchodzić w swoim kierunku.
Białowłosa opuściła dłonie i uspokoiwszy się odezwała do Mężczyzny:
- Co chcesz przez to powiedzieć?
Mnich zatrzymał się i odwrócił znów do dziewczyny mówiąc:
- Jeśli chcesz, możesz ze mną iść do klasztoru mistrza Funga, tam się tobą zaopiekują i opatrzą te rany.
Dziewczyna stanowczo odmówiła na jego propozycję, nie miała najmniejszego zamiaru pójść do swoich wrogów i prosić o pomoc. Czuła że sama sobie da radę i odrzekła:
- Za nic w świecie nie pójdę tam! już prędzej zginę niż tam się znajdę.
Mistrz odwrócił się i ruszył dalej pomału znikając między drzewami. Ray patrzyła w jego kierunku z założonymi rękami, nagle je opuściła i pobiegła w stronę Mistrza krzycząc:
- Hej! Czekaj!!!
...
W tym czasie, w klasztorze Xiaolin panowało paniczne barykadowanie bram wejściowych do świątyń, zabezpieczanie krypty z shen gong wu i wiele innych czynności mających wspomóc obronę. Kimiko, Omi i Clay bardzo ciężko trenowali na odnowionym placu, Smok wody ćwiczył celność lodowych pocisków na swojej przyjaciółce która miała ich unikać i ewentualnie niszczyć. Clay natomiast utrudniał reszcie ćwiczenia swym żywiołem, ciskając w małego mnicha wielkimi głazami. Mimo pełnego skupienia wojowników niezbyt im to wychodziło, w szczególności Smokowi Ognia któremu nie wychodziło blokowanie lodowych strzał aż w pewnym momencie jedna z nich trafiła ją i rzuciła na manekina znajdującego się po drugiej stronie placu. Omi pobiegł w tamtą stronę aby sprawdzić czy dziewczynie nic nie jest:
- Kimiko jesteś cała?!
Japonka wstała i otrzepała ubranie z kurzu, wówczas mały mnich odrzekł do dziewczyny.
- Musisz się bardziej postarać, od nas zależą losy świata i nie możemy przegrać...
Usłyszawszy to Smok Ognia nakrzyczała na małego mnicha:
- Łatwo ci mówić skoro nie obchodzi cię los przywódcy! Mam tego dość! Ciągle coś mu jest albo ktoś go prawie zabija!!!
Clay próbując uspokoić dziewczynę odpowiedział:
- Jest przywódcą, czyli najważniejszy z naszej czwórki dlatego najbardziej mu się obrywa. Teraz jest po stronie Heylin co znaczy że już przegraliśmy tę wojnę...
W pewnej chwili do uszu wybrańców dotarł znajomy głos Mężczyzny który stał w jednej z niezabarykadowanych bram:
- Czyżbym słyszał załamane głosy?
Omi od razu rozpoznał głos i z radosną twarzą pobiegł w stronę Mistrza:
- Mistrzu Guan! Skąd mistrz się tu wziął?
Smok Wody dostrzegł za Mężczyzną kobiecą postać, zatrzymał się i odskoczył w tył
Zobaczywszy za nim ich wroga, który jego i resztę przyjaciół niedawno zaatakował.
Żółto-głowy stanął w pozycji do walki i krzyknął w stronę dziewczyny:
- Precz z tond zła mocy, jeśli nie chcesz mieć z nami do czynienia!!!
Ray lekko się zdenerwowała i chciała ruszyć na mnicha jednak Mistrz Guan ją zatrzymał swą dłonią, sam zaś odrzekł do Smoka Wody:
- Spokojnie Omi, nie musisz się jej obawiać. Przyszła ze mną w innej sprawie.
W tym momencie na placu pojawił się Mistrz Fung który wyszedł na spotkanie z Guanem.
 Mistrz Guan ruszył z Białowłosą na środek placu gdzie przekazał dziewczynę Mistrzowi Fungowi mówiąc:
- Zajmiesz się nią?
Fung podszedł do Guana i Ray, położywszy dłoń na dziewczyny ramieniu odrzekł do niej:
- Choć moje dziecko, opatrzymy ci te rany.
Odchodząc Ray ciągle patrzyła na Gana z niepokojem aż zniknęła z Fungiem za rogiem jednego z budynków.
Smok Wody był tym zaskoczony i lekko zdenerwowany dlatego zaprotestował:
- Mistrzu Guan?! Jak możesz pomagać komuś z Heylinu?!
Mężczyzna podszedł do Wybrańców po czym odrzekł:
- Naszym zadaniem jest nie tylko zwalczać zło lecz także pomagać potrzebującym, nawet gdy są po przeciwnej stronie. Opowiedzcie mi co się tu dzieje?
Trójka przyjaciół wraz z Mistrzem udała się do klasztornej kuchni gdzie opowiedziała mu o całym zajściu. Guan był tą sytuacją zaniepokojony lecz wysłuchał całej opowieści, później sam zaczął opowiadać swoje do czynienia z demonem który wiele lat temu zawładnął jego przyjacielem a teraz Raimundem. Spędzili tam całe dwie godziny obmyślając plany obrony klasztoru odsuwając się od tematu przywódcy. lecz w pewnym momencie Kimiko zadała Mistrzowi pytanie którego odpowiedzi później pożałowała:
- Mistrzu Guan, jak pozbyliście się tego demona z twojego przyjaciela?
Mężczyzna spuścił wzrok ku ziemi po czym odpowiedział:
- Zabiliśmy jego żywiciela, było to jedyne wyjście żeby go zamknąć na zawsze w Heylińskim artefakcie.
Japonka straciła na chwilę władzę w rękach i nogach, udało się jej jednak usiąść na drewnianej podłodze. W myślach ciągle wmawiała sobie że to się nie dzieje na prawdę, to tylko zły sen i zaraz się obudzę. Uniosła głowę w stronę patrzących na nią przyjaciół i zapytała:
- Naprawdę nie ma innego wyjścia?
Guan podszedł do siedzącej dziewczyny i przyklęk obok niej mówiąc:
- Niestety ale nawet Mistrzowi Dashiemu się nie udało go ocalić.
Po twarzy japonki zaczęły spływać łzy które co chwila kapały na jej ubranie.
Clay przez ten czas nad czymś się zastanawiał po czym zapytał Mistrza:
- A widmo strachu? dzięki niemu przecież można dostać się do czyjej kolwiek podświadomości, wtedy można by jakoś wytępić tego ducha z Raimunda.
Mistrz Odwrócił głowę do Kowboja i z niepokojem odpowiedział:
- To możliwe lecz graniczy to z szaleństwem, nikt nigdy się na to nie odważył, wchodząc tam znalazłbyś się w świecie które zostało przez niego opanowane w dodatku aby go z powrotem uwięzić potrzebowalibyśmy artefaktu z którego uciekł.
Smok Ognia stanowczo odrzekła do Mistrza Guana i reszty:
- Jeżeli to jedyne wyjście to zgłaszam się na ochotnika...
Omi natychmiastowo jej odpowiedział:
- Kimiko, to samobójstwo. Rozumiemy że nie chcesz się pogodzić ze stratą przyjaciela tak jak i my, ale to bez sensu narażać życie.
Mistrz Guan również był temu przeciwny, nikt nie mógł się równać z Kharrem, zwłaszcza w jego naturalnym środowisku.
- Wykluczone, jesteś tylko małą, słabą dziew... Wojowniczką która nie poradzi sobie z nim.
Dziewczyna wstała z posadzki i opanowanym głosem odpowiedziała do Mistrza:
- Nie obchodzi mnie co mistrz mówi, nie mam zamiaru patrzeć jak zabijacie wybranego przez was przywódcę! Wolę zginąć próbując go ratować niż patrzeć bezradnie na jego śmierć!!! Clay! rusz swój teksański tyłek do krypty i przynieś mi Widmo Strachu!
Smok Ziemi nie odpowiedział na ostre słowa przyjaciółki tylko poszedł po przedmiot do krypty.
W w tym czasie  Mistrz Guan patrząc na japonkę odrzekł.
- Nawet jeśli udałoby się nam oswobodzić Raimunda z tego potwora to nie mamy tego artefaktu w którym był zaklęty.
Po tych słowach do uszu zebranych w jadalni dotarły słowa białowłosej dziewczyny która stała w jednym z wejść do pomieszczenia.
- Jeżeli wolno mi coś powiedzieć to wiem gdzie jest to czego prawdopodobnie szukacie.
Omi jak strzała podbiegł do Ray i złapawszy za skrawek jej ubioru krzyknął na nią:
- Rozkazuję ci na tychmiast puścić pawia!!!
Dziewczyna odepchnęła mnicha i zdziwionym głosem zapytała resztę grupy:
- Wy jesteście jacyś walnięci czy co?!
Kimiko odpowiedziała do niej sprostowawszy słowa Smoka Wody:
- Miało być że masz na tychmiast puścić farbę.
Białowłosa złapała się ręką za twarz po czym odpowiedziała mnichom:
- Wasza błyskotka została w miejscu gdzie przywódca mnie zaatakował i jeśli się nie mylę to wciąż tam ona jest.
Kilka sekund po jej słowach nastąpiło najgorsze, na klasztor zaczęły spadać pierwsze ogniste pociski które zniszczyły widoczną przez okno fontannę. Clay wparował do jadalni z shen gong wu jak huragan krzycząc:
- Już tu jest!!! Są ich tysiące, setki tysięcy!!!
Kimiko zabrała Widmo strachu po czym odezwał się do niej Mistrz Guan:
- Zajmiemy Raimunda do czasu aż będziesz gotowa trafić do jego umysłu. Pamiętaj, jeżeli w ciągu dwóch godzin nie uda ci się go oswobodzić z tego demona, będziemy zmuszeni go zabić.
Po tych słowach zwrócił się do Claya i Omiego którzy stali obok.
- Wy polecicie z Dojo po to Shen Gong Wu i natychmiast tu wrócicie.
...
Po drugiej stronie klasztornego muru stał Chase Young z Raimundem na czele ogromnej heylińskiej armii stworzonej z wiatru przez Smoka Wiatru. Armia była niepokonana gdyż jej rycerze nie byli żywymi istotami a jedynie wiatrem uformowanym na wzór człowieka uzbrojonymi po same zęby.
Główna artyleria ostrzeliwała mury klasztoru próbując je zniszczyć co pozwoliłoby armii wejść i dokonać rzezi na mnichach klasztoru. Brazylijczyk podszedł do wielkiej bramy wejściowej i przy pomocy wiatru przeskoczył mur znajdując się na klasztornym dziedzińcu. Mistrz Guan i Mistrz Fung natychmiastowo zaatakowali Chłopaka wraz z resztą mnichów uniemożliwiając mu zniszczenie zabezpieczenia bramy dzięki czemu armia dostałaby się do środka. Przez chwilę Brazylijczyk odpierał ataki mnichów po czym sam ich atakował rozrzucając po całym dziedzińcu. W końcu mistrzom udało się na chwilę przytrzymać wroga bez możliwości ruchu. Kimiko stała za rogiem z Omim i Clayem czekając na tą właśnie chwilę. Kowboj rzucił do przyjaciółki pytanie:
- Jesteś tego pewna żeby to zrobić?
Dziewczyna kiwnęła głową na potwierdzenie po czym wybiegła w stronę wyrywającego się z uścisku Raimunda. Japonka wykrzyczała nazwę magicznego przedmiotu po czym ten przemienił ją w niewielką mglistą chmurkę która dostała się do środka Smoka Wiatru przez jego ucho.
- Widmo Strachu!!!